No i 4 sezon się rozpoczął. Póki co bez większych sukcesów jestem, w sumie nigdy nie byłem w PESa wymiataczem, gram na regular od 3 lat chyba i jakoś nie kwapię się do zmiany poziomu- po prostu gra mi sie przyjemnie, troche trudno, czasem łatwiej. a wracając do kariery. Wybrałem sobie pozycję SS, lecz przeważnie gram w środku ataku.
początek w WBA- drużyna żenująca, zagrałem kilkanaście meczów w całym sezonie i dwa gole. pierwszy gol w karierze kuriozalny. otóż nie wiem czemu, ale desygnowano mnie do rzutu karnego. bramkarz obronił pierwszy strzał, ale dobitki już nie. huśtawka nastrojów w tych ułamkach sekundy była czymś niesamowitym! Potem transfer do Newcastle (bacznie śledząc forum uznałem, że wiele osób z tego klubu się wybiło ;p)
1 sezon w Newcastle dobry, okraszony 12 golami ale tylko 7 pozycją w lidze. Na 3-ci sezon postanowiłem pozostać w ekipie "Srok" i mimo słabej postawy indywidualnej (ledwie 7 goli) udało się zająć z klubem 3 pozycję.
Jako, że na jakimś etapie kariery chciałbym zagrać w Barcelonie chciałem przenieść się do La Liga i w ostatnim tygodniu okienka dostałem ofertę z Mallorki- odrobina szczęścia mi dopisała

Po 3 dobrych treningach dostałem się na ławkę i obecnie wchodzę na końcówki, choć nie wszystkie.
Co mi się podoba w tym trybie? Nie mogę się od niego oderwać. Takiej grywalności PESowi brakowało rok temu, bądź może i zawsze! Ciężko oderwać mi się myślami od następnego meczu, rozwijania statystyk czy zmieniania wyglądu (co jakiś czas "kupuję" mojemu zawodnikowi nowe korki i wysyłam go do fryzjera

może i głupie, ale sprawia radochę

).
Ale co najbardziej mnie w BaL urzekło, to tak zwany przeze mnie "czynnik ludzki". Dotąd zawsze grało się całym zespołem, gdy napastnikiem straciłeś piłkę zawsze mogłeś odzyskać pomocnikiem, obrońcą, interweniować bramkarzem. Teraz każda strata sprawia, że bluzgi same cisną się na usta, pięści zaciskają w gniewie. Każda zmarnowana sytuacja pod bramką to niemal płacz. Każda asysta, czy bramka to wielka radość! A co to przypomina? Uczucia związane z rozgrywaniem prawdziwego meczu w "realu"!
Możecie nazwać mnie lamerem z racji grania na regular, ale jedyne co dla mnie się liczy, to te fantastyczne emocje w czasie grania moim Felipe Augusto oraz fakt, że całość daje mi niesamowitą satysfakcję!
Nie chcę dłużej przynudzać, więc kończę. Powodzenia wszystkim "dochodzącym legendom" !