prosiłbym o zrobienie tego. Poniżej są dwa teksty. Należy je przeczytać a pod nimi jest treść zadania. PROSZĘ zlitujecie sie na demną bo dostane banie bo nie wiem jak to zrobić a jeszcze mnie z drużyny wywala
Tekst nr 1
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką (możliwą) wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą,
nie dopuszcza bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Młość nigdy nie ustaje.
Św. Paweł (Kor.13, 1-8) „Hymn o miłości”
Tekst nr 2
Romantyczna, szalona i występna … Miłość nie jedno ma imię. Dla fizjologa jest grą substancji
chemicznych, które – niczym narkotyk – najpierw wyzwalają euforię, a potem uzależniają.
„Twoja miłość przenika mi ciało” – wyznał egipski poeta w „Pieśniach rozweselających ciało”,
spisanych na papirusie przed 3 tysiącami lat. Czyż nie czujemy tak samo, kiedy i nas dosięga strzała
Amora?
Choć nie chce się spać ani jeść, choć serce ściska niepokój, to przecież zakochanych roznosi energia i
przepełnia radość. Razem mogliby nawet góry przenosić. Obiekt uczuć zawsze i niezmiennie wydaje się
uosobieniem wszelkich cnot, jakże często wbrew oczywistym faktom. Nic dziwnego, że stan zakochania
(syndrom amorosum) ujęli w ścisłą definicję … psychiatrzy. Prof. T. Bilikiewicz pisze wprost, że w tym
stanie zawęża się pole świadomości, pojawia się chwiejność emocjonalna i do tego upośledzenie władzy
umysłowej, które m.in. zakłóca normalny proces przewidywania. (…) Zdaniem prof. Bilikiewicza stan
zakochania to po prostu rodzaj fizjologicznej ostrej psychozy. Krótko mówiąc, miłość dostarcza
organizmowi takich samych bodźców jak … amfetamina. (…) Jeśli komuś nie podoba się porównanie
rauszu miłosnego z narkotykiem, mam inne – wzmożone wydzielanie katecholamin obserwuje się także
w stanach … maniakalnych.
Kto choć raz był zakochany, wie doskonale, że stan ten nie trwa wiecznie. I dobrze, bo musiałby
doprowadzić do zniszczenia człowieka. W końcu bilans energetyczny ma swoje prawa.
Barbara Pratzner, „Miłość jak narkotyk”, Wiedza i Życie, nr 5, 1996 r.
TREŚĆ ZADANIA:
Kto twoim zdaniem ma rację? Św. Paweł który uznaje miłość za największa wartość czy prof. Bilikiewicz który porównuje jej wpływ na organizm człowieka do oddziałowywania narkotyków.!!!!!!!!PRACA W FORMIE LISTU!!!!!!!!!!!
Podejmie się ktoś tego? Jestem cienki z polaka. Proszę....
Pozdrawiam!
