logo forum download ranking irc liga PS PES

menu  
News
kropki
Baza graczy
kropki
Redakcja
kropki
Historia polEvo
kropki
PES 2010
kropki
PES2008
kropki
kropki
Newsy
G??wne
kropki
Ligowe
kropki
Edycja
kropki
Arty
Felietony
kropki
Recenzje
kropki
Turnieje
kropki
Tutoriale
kropki
Wywiady
kropki
Polska Scena PES
Rankingi
kropki
Klany
kropki
Regulamin PSPES
kropki
Turnieje planowane
kropki
Turnieje rozegrane
kropki
Faq
PES6/2008 PC Online
kropki
WE 2002 Online
kropki
Kitserver 7 (ENG)
kropki
IRC
#polevo
kropki
Regulamin
kropki
Bywalcy
kropki
Bramka IRC
kropki
Cytaty
Szukaj
kropki
Wtyczka do FF
kropki
 
stopka
srodeknews
newstab PES 2015
Bądź na bieżąco.

»  Pro Evolution So...
»  Master League su...
»  Plebiscyt 2011 -...
»  Co dalej z ISSOn...
Liga

Edit
polEvo Patchuj z nami
Newsy ze świata edycji.

»  PES 6.5 Patch v7...
»  Pogoń Szczecin F...
»  Czas na remont -...
»  Japy pierwsza kl...
RANKING PRO EVOLUTION SOCCER 2015 PS4

Artykuł #2: Pro Evolution Showdown
15.07.2009 14:27 Credt

Przyszedł ten czas. Czas wyjaśnień. Czas rozstrzygnięć. Dziś znajdę dla Was odpowiedź na jedno z najbardziej nurtujących pytań, które nieprzerwanie doprowadza do białej gorączki wszystkich fanów Pro Evolution Soccer. Zorganizowałem najważniejszy wirtualny mecz piłkarski ostatnich lat. Do pojedynku stanie młoda i wciąż rozwijająca się ekipa PESa 2009 pod wodzą Lionela Messiego. Jej przeciwnikiem będzie starsza, ale dużo bardziej doświadczona drużyna PESa 6, którą przewodzi nasz Maciej Żurawski. Pojedynek Goliata z Dawidem? Zaraz się przekonamy...

XX:XX, W SZATNI

Wybór kapitanów obu drużyn nie był przypadkowy – zarówno „nowy Maradona”, jak i gasnąca gwiazda polskiej piłki są twarzami Pro Evo w swoich krajach. Na okładce obecnej wersji, dostępnej w Polsce jedynie po angielsku, znajduje się jeden z najlepszych piłkarzy na świecie, natomiast okładkę starszej edycji, dostępnej w naszym kraju całkowicie po polsku, zdobi były gracz m.in. Wisły Kraków i Celtiku Glasgow wespół z Brazylijczykiem Adriano. Dość rozprawiania - wrzawa na trybunach rośnie, sędzia nerwowo spogląda na zegarek - czas już zaczynać!

00:00, FIIIIIII! (0:0)

Mecz zaczyna się. Rozpoczynają gospodarze, drużyna PESa 2009, którą – ot, dla większego zacieszu – nazwijmy na czas rozgrywki The Freshers, co w wolnym tłumaczeniu figuruje jako Świeżaki. Nazwa trafiona, bo aktualna edycja gry jest na rynku dopiero od października zeszłego roku. Kiedy została zapowiedziana po niezbyt udanej próbie wkroczenia w świat next-gen w wykonaniu Konami, wszelkie informacje na jej temat były przyjmowane stosunkowo ciepło, choć z pewnym dystansem. Wszak lekki niesmak po średnio udanym PESie 2008 pozostał. Napięcie było stopniowane, co wzbudzało w graczach coraz większy niepokój, zamiast oczekiwanej przez producenta euforii. Wszystko wyjaśniło się wraz z nadejściem 17-tego dnia października. PES 2009 ujrzał światło dzienne.

Lekka nerwowość w drużynie Świeżaków zaowocowała przejęciem piłki przez wiekową, acz pełną wigoru drużynę PESa 6. Jej też nie daruję – przydomek na czas artykułu być musi. Ekipę tę ochrzciłem mianem (ciutkę paradoksalnym) Always Young Veterans, co znakomicie odzwierciedla niezmąconą niczym hegemonię PESa 6 w światku symulatorów piłkarskich. Zawsze Młodzi, bo król nie umiera szybko. Weterani, ponieważ szósta odsłona „kopaniny” debiutowała przed trzema laty. Mało i dużo – w świecie gier komputerowych, który w zatrważającym tempie nabiera szybkości, 3 lata od premiery produkcji to już lata świetlne. Kiedy 27 października 2006 roku po raz pierwszy pojawiła się na półkach sklepowych, została uznana za swoisty refresh Pro Evo 5, gry na tamte czasy niemal idealnej. A jednak Japończykom ze studia w Tokio udało się ulepszyć niepoprawialne...

00:15, ROZPOZNANIE RYWALA (0:0)

Przejdźmy do omawiania ostatnio dość kontrowersyjnego tematu, czyli grafiki. Dla jednych jest ona solą gry, czymś absolutnie najważniejszym, bez czego dana produkcja nie miałaby sensu. Dla innych nie odgrywa ona większej roli, jest po prostu przyjemnym dla oka dodatkiem do meritum gry – wątka fabularnego, klimatu czy też szeroko pojętej „miodności”. Ale, chcąc nie chcąc, nie można tego aspektu zwyczajnie przemilczeć. Zacznijmy od PESa 2009. Uruchomiony w wysokiej rozdzielczości i z włączonymi wszelkimi wodotryskami, wygląda wyśmienicie. Wprawdzie w zamian żąda dość mocnego sprzętu, jednak rozwijająca się technologia i spadające ceny podzespołów powoli przestają być problemem. W porównaniu do poprzedniej edycji, będącej raczej testem możliwości programistów pod kątem next-genu, aniżeli pełnokrwistą grą nowej generacji, obecna wersja okraszona rocznikiem 2009 nie różni się wybitnie od swojego przodka. Grafika jest nieco ładniejsza, głębsza, chodzą nawet głosy, że mroczniejsza. Coś w tym jest. Kolory ożyły, tekstury wyostrzyły, a stroje otrzymały nowe, bardziej realistyczne wgniecenia. Dużym krokiem naprzód było dodanie tego elementu, generowanego na koszulkach czy spodenkach w zależności od ruchu piłkarza. Krokiem niejako wymuszonym przez konkurencję w postaci FIFY ze stajni EA Sports, która – jak to bywa z konkurencją – nie śpi. Twarze nabrały szczegółów i stały się jeszcze bardziej podobne do swych żywych odpowiedników. Poprawiona została trawa, która nareszcie przypomina zielony dywanik, a nie, jak to miało miejsce w PESie 2008, kartoflisko tudzież krzaki. Delikatnie poprawiono wygląd kibiców oraz stadionów. Drobne nowości można wymieniać bez końca. Jest ich na tyle dużo, że nie czuć niedosytu, mogącego być powodem braku większego przełomu w oprawie. Wszystkie te duperelki skutecznie karmią nasz zmysły estetyczne.

Czas na PESa 6. Gdybyśmy mieli porównywać obie gry bezpośrednio, „szóstka” nie miałaby większych szans. Jednak zapomnijmy na chwilę o bajecznej grafice z nowszej wersji i zanurzmy się w świat „previous-genu”. Oprawa ostatniej z tzw. original series jest naprawdę ładna, również jak na dzisiejsze czasy, w których niepodzielnie rządzą takie tytuły, jak GTA IV czy Crysis. A przy tym nie wymusza zakupu komputera, zaawansowaniem tylko odrobinkę odbiegającego od tego, czym dysponuje NASA. Grafika jest czysta i konkretna – żadnych blurów, flarów i innych tego typu gadżetów. Wielu graczy ceni sobie bardziej taką formę, aniżeli tony rozmycia i efektów świetlnych, od których niechybnie można dostać oczopląsu. Mimo, że po przyjrzeniu się sylwetkom piłkarzy z bliska widać upokarzającą kanciastość i brak antyaliasingu, w żadnym razie nie przeszkadza to we właściwej rozgrywce. Powiem więcej – dodaje to uroku. Aż się łezka w oku kręci, kiedy ogląda się z sentymentem, jak wyglądały gry, zanim nadeszła epoka HDRów. Jednak czasem uczucie schodzi na dalszy plan kosztem obiektywizmu, tak jak teraz – The Freshers na czele z Messim przeprowadzają składną akcję, składającą się z wielu podań, niczym Argentyna na niemieckim mundialu i w kategorii „Oprawa graficzna” zdobywają piękną bramkę.

00:30, STADION OŻYWA (1:0)

Nieważne, jak i kiedy padnie bramka, zawsze wywołuje to ogromne emocje i wznoszący się tumult na trybunach. Tym sposobem doszliśmy do omówienia udźwiękowienia obu dzisiejszych bohaterów. Tradycyjnie, zaczniemy od PESa 2009. Już na początku wspomnę o tym, że strona czysto muzyczna nie jest tu najważniejsza. Istotniejsze są doznania płynące z samej rozgrywki. Zarówno w najnowszej wersji, jak i tej sprzed trzech lat, zawarto całkiem przyjemne soundtracki. Muzyczka przygrywa, czasem bardzo klimatycznie (turniej, liga), innym razem irytująco (tryb edycji). Na tej linii żaden z rywali nie dominuje. Zresztą na tle licencjonowanej, kanadyjskiej konkurencji oba PESy wypadają blado. Nie wtrącajmy w to jednak piłkarzy FIFY, którzy to zmaganie oglądają dzisiaj z trybun. Pierwsze, co rzuca się w oczy (a raczej w uszy) po wczytaniu meczu w PESie 2009, jest komentarz. Praktycznie niezmieniony od wersji 2008. Niestety to coraz częstszy zabieg również w konkurencyjnych obozach, a szkoda. Nieco urozmaicenia nie zaszkodziłoby, a tak jesteśmy zmuszeni robić sobie powtórkę materiału, jak przed klasówką. Mark Lawrenson i John Champion komentują spotkania żywo, dynamicznie, nie brakuje również emocji, np. wówczas, gdy zawodnik otrzyma czerwoną kartkę. Nierzadko dane jest nam wtedy usłyszeć słowa zbliżone do: Is it yellow? OoooOOO, it’s a RED! Nie raz i nie dwa łapałem się na tym, że sam przeżywam taką sytuację nie gorzej, niż panowie w wirtualnym studiu. Że co? Czerwona za takie coś?! A idź się wypchaj. Tak, komentarz z pewnością ubarwia rozgrywkę. Wcale nie gorzej spisują się kibice, gromko dopingując swoich ulubieńców. Gdy gramy Manchesterem United, z trybun płynie United! United! lub melodyjne Champions, champions! Inne kluby również otrzymały swoje przyśpiewki. Jednak strona dźwiękowa gry nie jest pozbawiona wad. Największą, bo i najczęściej słyszaną, jest odgłos kopnięcia piłki. Za nic nie przypomina on tego, z czym spotykamy się na co dzień. Ten mankament potęguje wrażenie, że piłka jest plastikowa, a zawodnicy uderzają ją kamiennymi butami. Ten element jak najszybciej do poprawki.

Piłka wędruje na połowę Weteranów. Gdy przyjmuje ją „Żuraw”, trybuny wybuchają wrzawą. Akcja rozwija się, a emocje wśród kibiców wraz z nią. Strzał, ale niecelny. Głośny jęk zawodu przelewa się przez stadion. Tak właśnie brzmią fani w PESie 6. Pomimo różnicy wieku starsza wersja ani na krok nie ustępuje nowszej pod tym względem. Bardzo realistyczne są też inne odgłosy – dźwięk gwizdka, nie tak przenikliwy, jak w 2009, kopnięcia piłki (nieidealne, ale jednak wyraźnie lepsze) czy też znakomite uderzenia futbolówki w słupki bądź poprzeczkę – stalowa konstrukcja zawodowo dźwięczy, wznosząc na wyżyny stronę „soundu” w grze. Ale nie samymi efektami człowiek żyje, sednem jest przecież żywiołowy komentarz! I tu – cios poniżej pasa. Nóż w plecy. Własne plecy, warto dodać. Polski komentarz, w wykonaniu Mateusza Borka i Romana Kołtonia, jest żenujący. Bez wyraźnego powodu, bo w prawdziwym świecie para komentatorów Polsatu naprawdę trzyma poziom. W PESie ich mowa jest tak monotonna, że bez problemu idzie zasnąć podczas meczu. Nieważne, czy na boisku rozgrywa się catenaccio, czy sławny holenderski „Futbol Totalny”. Komentatorzy reagują równie bezbarwnie. Normalką jest tu oznajmienie pana Borka o bramce. Żadnego „Hurrra!”, żadnego „GOOOL!”, zwyczajnie: Tak, proszę państwa. Mamy bramkę. Jakby tego było mało, nie brakuje rażących błędów. Powszechnym jest usłyszenie w piętnastej minucie gry, że zespół Konami żegna się, życząc dobrej nocy. Równie często zdażają się błędy w odczytywaniu wyników meczu – przy stanie 0:0, gdy piłkarze wznawiają grę po przerwie, dżentelmeni z Polsatu mówią, że „ważna była ta wyrównująca bramka”, po czym pada pytanie: Roman, czy teraz mogą wygrać ten mecz? Naprawdę, takie kwiatki powodują ogromnego banana na twarzy. Ze śmiechu, z zażenowania - do wyboru, do koloru. Kapitan zespołu, Polak Maciej Żurawski, jest tak wstrząśnięty poziomem swoich rodaków w studio, że nie zauważa, kiedy Świeżaki zdobywają drugiego gola. Mimo usilnych ataków ze strony AYV, wystarczyła jedna kontra The Freshers, by przebić zamurowaną obronę PESa 6.

00:45, ZMIANA TAKTYKI W PRZERWIE (2:0)

Jako że „Team Six” dostał w plecy dwoma golami, trener postanowił zmienić taktykę. A że w PESie 6 taktyk jest od zaj... ekhm, groma, nie ma najmniejszego problemu z ustawieniem dokładnie takiej jedenastki, jaka nam się podoba. Chcemy zagrać klasycznym 4-4-2? Ależ proszę bardzo. Zmiana na diamentowe 4-2-3-1? Nie ma problemu. A może jednak wysuniemy Raula nieco bardziej na skrzydło, a Huntelaara damy za plecy van Nistelrooya? Naprawdę żaden pomysł na taktykę nie jest niemożliwy. Ustawiamy naszych pupili tak, jak nam podpowiada zmysł taktyczny. Tu potrzeba nieco finezji, nie wystarczy przelecieć kursorami kilka najpopularniejszych taktyk i wybrać najfajniejszą. Wymagana jest żyłka menedżerska. To ogromny plus. Dla tych, co wolą być jednak przykuci do podstawowych formacji, jest alternatywa – po prostu nie zagłębiać się w to multum zabawy połączonej z logicznym myśleniem. Także pod tym względem nowszy PES 2009 nie został w tyle. Zamysł jest ten sam, poprawki tyczą się w zasadzie tylko oprawy graficznej menu. Hmm... chyba czas na zmianę ustawienia na bardziej ofensywną. Adriano na szpicy, Żurawski po skosie tuż za nim... i zobaczymy, co z tego będzie.

00:60, ZABAWA SIĘ ROZKRĘCA (2:0)

Rozkręca, i to jak. Przechodzimy bowiem do najistotniejszego chyba aspektu tego typu gier, mianowicie tzw. gameplaya. Pod tym stwierdzeniem ukrytych jest wiele terminów, ale najprościej mówiąc, chodzi o fizykę i realizm silnika, a co za tym idzie – grywalność. Do tej kategorii dołączyłem również tryby gry i od nich właśnie zacznę. W każdej z edycji mamy do wyboru coś nowego. W starszej szóstce jest to tryb Mistrzostw Świata, bardziej znany jako International Challenge. Pomysł doskonały, muszę przyznać. Naprawdę z wielką ochotą i przyjemnością gracz zagłębia się w świat mundialu. Najpierw czeka nas przebrnięcie przez fazę eliminacji, podczas których dano nam nie tylko możliwość rozgrywania spotkań (to chyba jasne), ale także ustalania składu spośród wszystkich dostępnych obywateli tego kraju zawartych w bazie! Nie ma zatem przeszkód, by jedenastkę reprezentacji Francji zbudować na młodzieży, jak Karim Benzema czy Samir Nasri, można też zaufać starszym i doświadczonym kolegom, do składu powołując byłe gwiazdy pokroju Liliana Thurama czy Willy’ego Sagnola. Taka swoboda dodaje nie tylko realizmu, ale i przyjemności.

Innowacją w PESie 2009 jest natomiast tryb Ligi Mistrzów, naturalnie w pełni licencjonowanej. Konkurencyjna FIFA straciła prawa do wykorzystywania zasobów federacji, a zyskał ją właśnie PES. To doskonała wiadomość, bo tryb ten jest naprawdę dopracowany i daje dużo radości z pokonywania kolejnych etapów turnieju. Faza grupowa, druga runda, ćwierćfinał, półfinał i wreszcie finał, a wszystko okraszone znaną muzyką Tony’ego Brittena (i jej remixami) i całą masą smaczków, jak choćby śliczne wstawki filmowe w trakcje rozgrywki i po zdobyciu największego klubowego trofeum Europy.

Lecz nie samymi trybami człowiek żyje. Zatem lecimy dalej – gameplay właściwy. Tradycyjnie, rozpoczynamy od PESa 2009. I niestety, na tym polu najnowsza odsłona nie za bardzo ma się czym pochwalić. Owszem, jest dynamicznie i efektownie, ale ten element został chyba jednak „przedobrzony”. Piłkarzami, takimi jak Cristiano Ronaldo czy Leo Messi, których statystyki szybkości (Top speed) i przyspieszenia (Acceleration) wznoszą się ponad liczbę 90, a ponadto wysoko są też inne czynniki (Body balance, Dribble speed...), można bez żadnego problemu przebiec całe boisko, strzelić bramkę i nawet się nie spocić. Do tego animacja biegu piłkarzy wygląda słabiutko. Ronaldo przebiera nogami jak Struś Pędziwiatr, wykonując zwroty o 45 stopni tak szybko, że aż sztucznie. Zero finezji, zero polotu z panowaniem nad piłką, po prostu full-automat – piłkarz leci (bo już nie biegnie) tam, gdzie go pokierujemy, a przeciwnik nie będzie miał szansy nawet go drasnąć. Przez pierwszych parę tygodni (hardkorem nawet parę dni) daje to radość z gry, ale błyskawicznie zaczyna się nudzić. Bo ileż można łoić Sportingiem Lizbona wielką przecież Barcelonę 5:0 na poziomie Top Player? Nawet średniozaawansowany gracz nie będzie miał przeszkód, żeby na najwyższym poziomie trudności zdobyć wszelkie trofea i puchary. Lećmy dalej. Animacja strzałów wygląda dobrze, ale one same są zdecydowanie za celne. Fakt, jest lepiej, niż w edycji 2008, ale to wciąż nie ten poziom, którego oczekujemy. Z ważniejszych elementów pozostaje jeszcze zachowanie bramkarzy. Grają bardzo nierówno – raz w niepojęty sposób wybronią potężny strzał w samo okno, a raz przepuszczą byle toczącą się „szmatę”. Jak w rzeczywistości, powiecie? Inaczej wygląda to z poziomu takiego artykułu, a inaczej, gdy gramy na własnej klawiarce tudzież padzie.

Kolej na PESa 6. Przesiadając się z nowszej wersji na starszą (jak to uczyniłem całkiem niedawno), poczułem straszliwy zastój. Gdzie jest szybkość? Gdzie efektowność? Piłkarze poruszają się dużo wolniej, niemal majestatyczniej. Nie ma znaczenia, czy statystyki szybkościowe piłkarz ma na poziomie 60-kilku, czy też 90-paru. Porusza się niemal tak samo, a jednak różnica w bezpośrednim starciu jest. I to jest piękne. Żadnych kontrastów, tylko czysto piłkarskie odczucia. Futbolówka nie klei się tak do nogi, jak w edycji 2009. To też in plus. Trzeba więcej wysiłku włożyć, by utrzymać ją przy stopie. Zawodnicy poruszają się naturalnie, a to już ogromna zaleta, po lekkim zniesmaczeniu nowszą wersją. Strzały, podania, wrzutki – wszystko to wygląda doskonale i daje oczom wiele zacieszu. Także poziom trudności jest lepiej wyważony. Osobiście gram pomiędzy trzecim, a czwartym levelem (Regular-Professional). I nie każdy mecz wygrywam. Polecą stwierdzenia, że to mój brak umiejętności, ale ja się cieszę – wolę przeżywać z napięciem każdy mecz, niż gromić wszystkich na najwyższym poziomie i nie mieć z czego czerpać satysfakcji, tak na dłuższą metę. Kiedy po długim graniu w PESa 2009 każdy gol przyjmujemy emocjonalnie, jakbyśmy patrzyli na worek kartofli, czas przesiąść się na wciąż popularną „szóstkę” – tam czekają nas prawdziwe emocje. Wczoraj grałem sobie towarzysko Anglią z Irlandią Północną. Do bodajże 80-tej minuty przegrywałem 0:1 (!). Jakaż była moja autentyczna radość, kiedy dzięki Rooneyowi padło wyrównanie, a zaraz potem wyszedłem na prowadzenie! Tak powinno się przeżywać grę. I to Always Young Veterans rozbrajają obronę Świeżaków, zdobywając przepięknej urody bramkę.

00:75, JEST KONTAKT, JEST WOJNA NERWÓW (2:1)

Ostatnim aspektem będzie miodność. Cóż to? Ano zwyczajne podsumowanie wad i zalet obu produkcji i sprawdzenie, która gra daje więcej uśmiechu na twarzy. PES 2009 to gra świeżutka, choć w niedalekiej przyszłości ujrzymy jej następcę z numerkiem 2010. Póki co pozostaje nam grać w obecną edycję, która zaskakuje. Tak pozytywnie, jak i negatywnie. Do plusów bez wątpienia zalicza się piękna grafika i znakomite udźwiękowienie oprawy meczowej. To naprawdę dodaje grze uroku i sprawia, że nasze zmysły są pieszczone w odpowiedni sposób. Wadą, chyba dyskwalifikującą, jest niedopracowany, sztuczny gameplay. A jako że ten element stanowi zazwyczaj o sile gry, PES 2009 jest kładziony na łopatki. PES 6 natomiast nie może się pochwalić zapierającą dech grafiką, ale trzeba przyznać, że mimo wszystko jest ładnie. Świetnie rozwiązana została również strona dźwiękowa gry, gdyby nie koszmarny komentarz duetu Borek & Kołtoń. Drugi minus. Ale tym, co naprawdę się liczy, jest cudowna fizyka i realizm gry, której póki co żaden konkurent nie jest w stanie pobić. Po prostu. Tym sposobem, na kwadrans przed końcem spotkania, Młodzi Weterani aplikują przeciwnikom kolejną bramkę. Nie ma gry bardziej miodnej, niż Pro Evolution Soccer 6.

00:90, FIII, FIII, FIIIIIIII! (2:2)

Mecz kończy się remisem. Zwycięzcy nadal nie ma. Ale czy to ważne? Istotne jest to, że prym w kategorii „piłka nożna na PC” wiedzie produkcja Konami. Czy to opatrzona numerkiem 6, czy 2009, jest to doskonała gra dająca dużo przyjemności różnym odbiorcom. Młodszych graczy na pewno przykuje oprawa audio-wizualna nowego PESa i łatwość w zdobywaniu bramek, natomiast bardziej doświadczeni pozostaną przy PESie 6, w którym decydującym aspektem „na tak” jest świetna rozgrywka i wysoki poziom trudności.

XX:XX, POMECZOWA KONFERENCJA...

...czyli kilka słów od autora tekstu. Celem tego artykułu nie było tak na dobrą sprawę porównanie obu PESów, ale udowodnienie, że każda z części ma do zaoferowania coś dobrego. Niestety, szerzy się wewnętrzny konflikt pomiędzy fanami 2009, a miłośnikami szóstki. Dla mnie jest to szokiem. Zamiast walczyć z rosnącą w siłę FIFĄ, „PESowcy” podgryzają siebie nawzajem. Jak to ma zwykle miejsce, jeden drugiego do swojej racji nie przekona. Mam nadzieję, że ten artykuł pozwoli Wam dostrzec zalety i przymknąć oko na wady obu gier, by bardziej rozumieć i szanować miłośników poszczególnych edycji.

Inna sprawa to fakt, że nie każdy się z moją opinią musi zgadzać. Ludzka rzecz. Jeśli masz argumenty na poparcie tezy, że jednak któraś z części bryluje nad drugą, daj znać w komentarzu. Uprzedzam jednak – przedstawianie własnego zdania nie zwalnia z kultury osobistej!

W trzecim i ostatnim akapicie tego krótkiego rozdziału chciałbym tylko dodać, że wszystkie screeny zamieszczone w tekście są zrobione i obrobione przeze mnie. Zabraniam kopiowania i rozpowszechniania artykułu bez mojej zgody. Ponadto, jeśli zauważyłeś jakiś błąd, informuj bez wahania - przy tak koszmarnie długim tekście nie jestem w stanie upilnować absolutnej bezbłędności ;-)



archiwum