"Qui quaerit, invenit" - czyli łaciński odpowiednik polskiego przysłowia
"kto szuka, ten znajdzie". Najczęściej do przeszukiwania internetowego uniwersum używamy
Google. Na ułatwianiu znajdowania informacji firma całkiem nieźle zarabia. Wg
Wikipedii Google zatrudnia
12000 pracowników w kilkunastu krajach, ma przychody rzędu klikunastu miliardów zielonych oraz ponad
3 miliardy dolarów czystego zysku rocznie.
Od jakiegoś czasu misja
Google nie sprowadza się tylko do przetrzepywania sieciowych otchłani. Krok po kroku, systematycznie spółka wprowadza nowe, przydatne dla pospolitego użytkownika usługi:
Google Mail,
Google Video,
Google Docs i jeszcze kilka innych ciekawych produktów wyobraźni inżynierów z
Mountain View.
Jeszcze jedną interesującą opcją w katalogu jest
Google Trends. Pozwala ona na sprawdzenie ilości wyszukiwań danej frazy w określonym przedziale czasowym. Po wpisaniu
"Pro Evolution Soccer" otrzymujemy bardzo ciekawy wykres przypominający nieco
zapis EKG. Serce
PES bije miarowo, uderzając z częstotliwością jednego razu rocznie. Zazwyczaj jest to czwarty kwartał roku.
Co ciekawe, w rankingu państw, w których wyszukiwania PESa są czynione,
Polska znajduje się na zaszczytnym miejscu
piątym. Prowadzi
Grecja, przed iberyjskimi krajanami:
Portugalią i
Hiszpanią. Natomias pośród miast, Warszawa plasuje się na
dziewiątym miejscu.
Z zestawem statystyk możecie zapoznac się klikając w poniższy odnośnik:
https://www.google.com/trends?q=pro+evolution+soccer