|
Pora na dobranoc, bo już księżyc świeci …
… złośliwi zaraz dopiszą, że się miś odezwał. No cóż, zestarzałem się już.
Choć z pewnością i tym szczegółem odstaję od większości z Was, nie tyle mam tu wiek na myśli, co czas spędzony z IssOnline.pl, wspólną pracę, wspólne wzloty, upadki, radości, problemy, różne niesnaski i inne dziwne sytuacje, których zapamiętać nie wypada.
Poznałem tutaj wiele, wiele osób. Moje gadu-gadu dziś wygląda imponująco.
Mogę śmiało powiedzieć, że do czasu, gdy znalazłem się w IssOnline, byłem mało znaną, anonimową w sieci osobą. Teraz tak nie jest. Ciągłe kontakty, ciągłe migające koperty zaczynają mnie męczyć. Pomyślałem, coś się dzieje nie tak, zacząłem się zastanawiać.
Współtworzenie tego serwisu zmieniło mnie, dało mi jakiegoś kopniaka, dało mi wyzwanie, chęć wspinania się, choć to w sumie wirtualny świat, w szczebelkach redakcyjnej hierarchii. Znam się z Wami już ponad 3 lata, może nawet blisko 4. Wiele z tych znajomości sobie bardzo cenię, kilka z nich wolałbym zapomnieć, ale do tej pory nie mogłem, bo administrowanie na to nie pozwalało.
Tak, właśnie…
Administrowanie. Liga Winning Eleven 2002, Ranking Winning Eleven 2002, sprawy zwiazane z hostingiem, kontakty z właścicielem domeny, z właścicielem serwerów, na których stoi IssOnline.pl. Rozmowy z e-Wro, udane uruchomienie serwera kaillery, który przez długi, długi czas był jedynym, choć nie pozbawionym lagów, dobrym serwerem do grania. Zmiana właścicela e-Wro, nowe rozmowy z Dialogiem SA, reaktywacja serwera. Program partnerski Allegro i kilka jeszcze innych mniej istotnych spraw, które miałem okazję ogarniać wraz z kolegami.
To moja tutaj praca.
Pewnie wielu z Was zauważy, że ja to w IssOnline.pl osoba sympatyzująca z Winning Eleven 2002.
Faktycznie. To ta gra skierowała moje zainteresowanie w kierunku IssOnline.pl, to ta gra spowodowała, że zatrzymałem się tutaj na tak długo. I ta gra powoduje, że dziś, tym razem już definitywnie, zdecydowałem się skończyć moją pracę przy współtworzeniu IssOnline.pl.
Powodów można doszukiwać się wielu. Związanych z ludźmi, związanych z moim charakterem, namolnością, zatruwaniem ludziom życia, by coś nowego w ten serwis wrzucić.
Kiedy człowiek czegoś chce, a nie udaje mu się, kiedy inni są ograniczeni czasem i być może nie tyle nie chcą, co nie mogą, bo przecież mają swoje życia, swoje sprawy, swoje światy.
Kiedy w tej sytuacji moja namolność nie mija, a samą namolnością już sobie poradzić nie można, kiedy sens pracy przy Lidze, przy Rankingu wydaje się zgubiony, kiedy Wy, moi podopieczni z Ligi, otrzymujecie w całym sezonie, w 1140 meczach, aż 624 walkowerów (!), wtedy należy powiedzieć …
… Dość …
Marzy mi się rzeczywistość z czasów jak kiedyś, gdy zaczynałem, gdy nie trzeba było nikogo poganiać, gdy każdy mieścił się w wyznaczonym czasie. Wygląda na to, że na marzeniach skończę.
Dziękuję wszystkim, których miałem okazję tutaj poznać. Dziękuję za wyrozumiałość, za szacunek, za znajomości. Przepraszam tych, wobec których zachowałem się niesprawiedliwie, nie tylko wówczas, gdy arbitralnie trzeba było zająć stanowisko i podjąć decyzję.
Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję.
I do zobaczenia na murawie … w Winning Elevenie 2002 …
|