9 czerwca, godzina 5:30, dwóch panów znanych z PESowej sceny pod nickami lukasso oraz norek
zjawia się na dworcu Polskich Kolei Państwowych, aby poczuć magię stolicy, metra, ruchomych schodów itp.
luksusów. Bilety zostają kupione, a duet rusza w nieznane mając w sakiewkach kilka polskich PLN-ów oraz
kanapki. Planowany wyjazd 6:05, rusza, LEO. Patentem na JANA (czyt. wsiadać nie zwracając uwagi czy ktoś
stoi przed Tobą czy nie) otrzymaliśmy pustą kajutę. Po kilkunastu minutach podróży otwierają się drzwi a w
nich staje on, obcy. Tak to ten sam bileter, który przy ostatniej podróży chciał obdarować kolegę
R10 mandatem w wysokości 100zł oraz skierować sprawę do Sądu Grodzkiego za próbę przekupstwa. Tym
razem poszło gładko, nikt nas nie straszył i nie próbował narazić na straty materialne. Godzina 8:30 tego
samego dnia, mający nasrane w głowach podróżnicy docierają do celu (...ruchome schody, o borze ruchome
schody). Podróż nie trwała długo (pozdro kusik :D), no ale przydałoby się coś wrzucić na ruszt.
Podobnego zdania był kusik, który po nieco dłuższej „wycieczce” czekał na nas na Dworcu Centralnym w
stolicy. McDonald, idziemy do McDonald'sa. lukasso postanowił zadowolić się suchymi kanapkami
sponiewieranymi w otchłani dna tornistra, a my odważni zaryzykowaliśmy konsumpcję McTostów. Niby wyglądało
nieźle, ale od kiedy tosty są zimne?!
W chwili kiedy to próbowaliśmy wchłonąć śniadanie w drzwiach tej wysokiej klasy restauracji stanął
lazy_bum wraz z kompanem Raffelsem. Z minuty na minutę ekipa rosła w siłę a to co najlepsze
dopiero przed nami. Postanowiliśmy opuścić komnatę zimnego sera w celach bardziej pożytecznych, przydałoby
się zostawić gdzieś bagaż podręczny no i udać się na jakaś colę tudzież kom...kompot ze świeżych jabłek.
Podczas przechadzki po pięknych i czystych ulicach Warszawy natknęliśmy się na typowego bywalca okolic
dworca. Ów człowiek poprosił nas swoim chmielnym głosem o małe „wsparcie”. Jego prośba została spełniona
przez wielkodusznego kusika, który to poczęstował „niezwykłego” gościa swoją szczecińską kanapką.
Po tej przygodzie ruszyliśmy na parking. Oto bowiem lazy_bum zaszczycił nas przyjemnością
dosiadania bandziora. Nie był to, jak sugeruje nazwa niegrzeczny pan, tylko batmobil "lejziego".
Przyciemnione szyby, wersalka na tyłach no i to prawie radio. Przejeżdżając przez całą Warszawę z drobnymi
perypetiami(powódź na siedzeniu lukasso i na nim samym, „szalony” wyścig z Renault Clio - do
następnych świateł) docieramy w końcu do mieszkania właściciela wyżej przedstawionego samochodu. Dojazd na
parking osiedlowy zajął kupę czasu (ach te wąskie uliczki ciągnące się w nieskończoność...). W końcu udało
nam się dotrzeć na wyznaczone miejsce. Zostawiliśmy u Krzyśka swoje tornistry(poznając przy okazji jego
szalone koty).
A że pogoda była wręcz idealna (do czasu) zgodnym głosem ruszyliśmy nasze cztery litery w stronę
najbliższej żabki. I tu spotkała nas wielce miła niespodzianka – w warszawskiej żabce były
komandosy!! Jedynie lukasso był na tyle odważny, by zakupić ten sławetny trunek, czym
wielce zadziwił sprzedawcę. Reszta ekipy zaopatrzyła się w tradycyjne „schabowe”. Aby spożyć napoje
„energetyczne” udaliśmy się za lazy_bumem, który to stał się naszym głównym przewodnikiem podczas całego
zlotu. Tym razem postanowił wyprowadzić nas w „pole”, co by się nie narazić na spotkanie z pieskami bądź
strażą miejska. Szukając idealnej miejscówki przedzieraliśmy się przez chaszcze, trawy (również, pokrzywy
i inne tego typu atrakcje). Przez myśl przechodziło wszystkim wspomnienie pewnego survivalu – to chyba
tutaj. W końcu znaleźliśmy trochę cienia i trawy, na której spoczęliśmy w wiadomym celu. Udało się nam
spożyć zakupione napoje, spalić co nie co i porozmawiać o problemach z którymi boryka się nasz kraj.
Niestety kusikowi chyba nie zasmakowały specjały śniadaniowe McDonald’sa, które zwrócił w pobliskie
krzaki. Napili się i... zgłodnieli. Nasz przewodnik zaprowadził nas doo niewielkiej chińskiej budki z
jedzeniem. Prawdziwym hitem okazały się tamtejsze sajgonki, którymi naprawdę można się porządnie objeść.
Napojeni i nażarci jak świnie udaliśmy się na umówione spotkanie z amarem na jednej ze stacji
metra(metro - największa atrakcja zlotu :D).
Niestety, trzeba było opuścić to chłodne i przyjemne miejsce i udać się na chatę amiego. Po
dotarciu do owego mieszkania poddaliśmy się familijnej rozrywce, jaką jest gra w Pro Evolution
Schemat 6. W pewnym momencie zupełnie niespodziewanie zadzwonił on – kemek!!!!! Lazy_bum
wytłumaczył mu jak ma dotrzeć do nas a my dalej łupiliśmy w „psa”. Kilka chwil później stojący przy oknie
Raffels oraz lazy_bum zauważyli podejrzanego typa w żółtej, dającej po oczach, koszulce oraz
czarnych krótkich włosach i w okularach(tzw. kemkowy stajl). Od razu przyszła do głowy jedna myśl – to
kemocik!! Nie mogący w to uwierzyć lukasso podbiegł do okna, a następnie donośnym głosem
krzyknął w niebogłosy – kemek!! Czynność tą powtórzyli Raffels i lazy_bum. I co się okazało!? Tak!! To był
ten słynny kemocik!!! Po 3 minutach po raz pierwszy ujrzeliśmy kemka na żywo. Co więcej, pojawił
się on w sandałach bez skarpet!! Prawdziwy szacun, prawie jak nie-Polak. Niestety, nie dało się zauważyć
na jego twarzy miliarda literek D (wyraz jego twarzy, i w ogóle postawa, przywodziły na raczej na myśl ;|
niż :DDDDDDD ). Po tym, jakże radosnym, powitaniu wraz z nowoprzybyłym użytkownikiem wróciliśmy do padów.
Ok. godziny 16 trzeba było ruszać po odbiór przybyszy z Krakowa. Niestety, w tym momencie pogoda
całkowicie się spier... popsuła (czyt. lało, grzmiało, błyskało, lało, lało, lało...). Ale jak mus to
mus…wyszliśmy w stronę Dworca Centralnego(znowu metro, i ruchome schody!!!). Na miejscu trochę
pobłądziliśmy ale w końcu znaleźliśmy snok3ra i whana, stojących pod Pałacem Kultury i
Nauki. Na widok tego drugiego lukasso powiedział do norka to, co niektórzy wiedzieli już od
dawna:
- "Ale on czarny O_o"
Idąc wzdłuż „patyka” natknęliśmy się na konkurencyjny zlot ... samoobrony. Po bardzo wylewnym aczkolwiek,
z powodu ciągle napi…padającego deszczu, krótkim przywitaniu postanowiliśmy udać się (uwaga!) do metra.
Obyło się, na szczęście, bez większych niespodzianek (nie licząc spotkania z Gretą Garbo naszych czasów
czyli seksowną i ponętną posłanką Renatą Beger). W metrze przyszedł czas pierwszych „rozstań”. Zlot
musiał, chwilowo opuścić amar. Reszta kompanii udała się natomiast z powrotem do mieszkania buma
aby się przebrać i wziąć sprzęt do grania w prawdziwą piłkę nożną, gdyż mimo niesprzyjającej aury (deszcz
ciągle padał, padał…przestawał na 2min, a potem znów padał) postanowiliśmy jednak rozegrać mecz 100lica
vs. reszta. Po około 1.5h podróży w czasie której zdążyliśmy zaliczyć przejażdżkę autobusem i 2x metrem
oraz zahaczyć o sklep w którym kasjerki były na tyle miłe i wyrozumiałe, że nawet nie zareagowały gdy w
pewnym momencie Raffels postanowił opuścić sznureczek ludzi czekających w kolejce i wyjść ze sklepu
mimo, że w ręce trzymał piwo i chipsy…(gwoli ścisłości dodać należy, że oczywiście po chwili wrócił i
chyba nawet zapłacił za to wszystko). W końcu dotarliśmy na boisko, które, nawet mimo niekończącej się
ilości wody, prezentowało się świetnie – przynajmniej z daleka. Z bliska, niestety, nie dane nam było go
zobaczyć, a to z powodu zamkniętej bramy i wiszącej obok tabliczki mówiącej, iż boisko jest otwarte do
godziny 18. W tym momencie dał jednak o sobie znać niesamowity, wręcz przysłowiowy, krakowski intelekt:
„ej to chodźcie wynajmiemy hale” powiedział whan i nie oglądając się na nikogo poszedł porozmawiać
z miłym panem ochroniarzem/emerytem. Negocjacje przebiegły bez żadnych problemów i tak o to, po kilku
godzinach szlajania się w deszczu, wreszcie mieliśmy rozpocząć mecz. Jako, że na miejsce nie dotarł
amar składy przedstawiały się następująco: w jednej drużynie znaleźli się: Raffels,
kemocik, lazy_bum i kusik (czyli Wawa + Szczecin) w drugiej whan,
snok3r, norek i lukasso. (czyli Białystok + Kraków Z początku przewagę miała ekipa
gospodarzy (jej przewaga wynosiła juz nawet +7) jednak po przerwie, kilku piwach i zmianie stron
przyjezdni pokazali jak należy grać w piłkę i mecz zakończył sie kilku bramkowym zwycięstwem gości. Zaraz
po meczu ekipę opuścić musiał kemocik (w sumie było już grubo po dobranocce więc nikt nie miał mu tego za
złe).
Następnym punktem programu miał być mecz Real - Saragossa ale jak to sie mówi biednemu wiatr
w oczy...gdy juz, oczywiście po podróży metrem, zawitaliśmy do knajpy spotkała nas niemiła niespodzianka -
do wyboru mieliśmy żużel lub jakieś mecze U-21 (Chiny – Francja przyp. red.) o Realu nawet nie było co
marzyc. Krótka dyskusja i już znów suniemy pod Warszawą metrem. Tym razem cel był jednak konkretny:
idziemy do amara, a mecz sie obejrzy przez sopcast'a. Po drodze odwiedziliśmy sklep celem
zaopatrzenia się w odpowiedni rodzaj napojów oraz jedzonko. ami udostępnił nam swojego laptopa
uruchamiając meczyk w w/w programie. Co prawda jakość nie ta sama co w TV ale lepszy rydz niż nic...
Niestety, Real jakimś fartem zremisował (obiektywizm :D) i whany, kusiki i inne norki z lukassami mogły
się cieszyć prawie pewnym mistrzostwem. Jedynymi niepocieszonymi z tego faktu wydawali się być
snuk i Raffels, którzy, nie wiedzieć czemu, nie poddali sie wszechobecnej euforii. Po
meczyku obejrzeliśmy jeszcze jak Andrew Gołota leje kelnera i grupa się podzieliła: Raffels
i kusik udali się do lazy_buma na nockę natomiast Kraków i Białystok zostali u amara
(który poleciał spać do dziewczyny swej onej).
- I tak skończył się pierwszy dzień zlotu.
W niedzielę wszyscy udaliśmy się na turniej PES6, który odbywał się w domu kultury „Rakowiec”, naprzeciwko
którego znajdowała znajdowała się...prokuratura. Tur miał się rozpocząć o godz. 10 ale faktycznie
rozgrywki ruszyły o 12... Jedynymi nie grającymi byli kusik, lazy_bum i norek, którzy
najwcześniej opuścili nasze grono (kusik miał poci ag ok. 15). Reszta rozkoszowała się turniejową
atmosfery (Nationale Niderlande!! Kurwa co za farty!! AAAAAAADRIANO!!) popijając piwo i paląc co nie co.
Nasza ekipa na turnieju była łatwa do rozpoznania, głównie z powodu doboru drużyn (snok3r – Ukraina,
Raffels – Australia, lukasso aka Twoja_Stara – Rumunia, whan –
Tottenham, lekocik – Newcastle) Ok. 17 ubyła grupa białostocka, która udała się na
Dworzec Centralny. Wkrótce potem opuścił nas kemocik . Pozostał więc Kraków i Raffels, którym
(oprócz whana) udało się wyjść z grupy. Ten pierwszy stoczył niezwykle emocjonujący pojedynek w 1/32 z
ekipą Holandii. Prowadząc 1-0 nie wykorzystał szansy na zwiększenie prowadzenia i mecz zakończył
się remisem 1-1. Również dogrywka nie przyniosła rezultatu w postaci zwycięstwa któregokolwiek zawodnika.
Mimo prowadzenia 2-1 snuki dal sobie strzelić bramke, a w 118 minucie nie wykorzystał niemal 100% okazji:
mając przed sobą pustą bramkę oddał strzał i... jak z pod ziemi wyrósł Van der Saar broniąc
uderzenie i doprowadzając do karnych, w których snok3r nie miał już większych szans (pierdolony
random – jak to po meczu ładnie ujął) Po tym meczu krakusy odjechały na dworzec a Raffels zdołał
jeszcze dojść do 1/16, w której jednak uległ potędze schematu...
I tak skończył się zlot chamów, pijaków i pedofilów...