Zdenek obudził się z potężnym bólem głowy. Nie wiedział czy powodem tego była wypita wczoraj flaszka Becherovki, czy też żal po meczu, który jego ukochani niebiesko-czerwoni przegrali z odwiecznym rywalem z Budziejowic.

Jako boczny obrońca, powinien Zdenek pamiętać o tym, że wypada nogi trzymać razem, gdyż w ten sposób utrudniamy napastnikowi drużyny przeciwnej założenie nam "siatki" i swobodny rajd do środka pola karnego. Takiej konfiguracji odnóży Zdenka nie mógł nie wykorzystać Jiří, postrach drugoligowych boisk. Przed tym, ogromnej postury, napastnikiem ostrzegał Zdenka trener. Na nic zdało się to Zdenkowi, dwukrotnie kapitulował wobec gwiazdy przyjezdnych, przez co jego drużyna straciła wszelkie szanse na awans do
Gambrinus Ligi.
Ubrawszy się udał się Zdenek do sklepu po pieczywo i nabiał. Wracając już zajrzał do skrzynki pocztowej, gdzie znalazł pismo z klubu. Sądząc z oficjalnej koperty i faktu, iż była to przesyłka polecona, było to zaproszenie na imieniny trenera, które przypadały na nadchodzący weekend. Szukając noża do kopert zastanawiał się nad tym z kim pójdzie i jak sie ubierze. Im bliżej otwarcia zaproszenia, tym Zdenkowi było goręcej. Jakie ubierze buty, jaki krawat, a może muchę ?
Treść pisma okazała się jednak orzeźwieniem, którego nie zapewni żadna miętowa guma, czy dwukaloryczna drażetka.

Oto bowiem Zdenek przestał być graczem klubu, w którym spędził całą swoją pięcioletnią karierę zawodowca. Oto bowiem stracił źródło utrzymania, sens życia i jadłodajnie. Wszystko za pomocą jednej kartki A4 z podpisem autokratycznego prezesa.
Policja weszła do mieszkania przy
Na Příkopě 24/6 o 10 rano. Wezwała ją matka Zdenka, który nie zjawił się na niedzielnym obiedzie. Trzy miesiące temu stracił on pracę i sens życia. Od tamtej pory regularnie jadał u matki. W tym tygodniu jednak nie pojawił się ani razu. Owszem, lubi wypić, ale niedzielny obiad był dla niego świętością.
Od przedpokoju już czuć było zapach ziołowego naparu. W kuchni piętrzyły się sterty brudnego prania, opakowań po czekoladzie studenckiej, oraz zupach instant. Najgorszy widok zastali funkcjonariusze w salonie. Oto bowiem przed telewizorem leżał zewłok Zdenka, który pomimo braku życia, dzielnie ściskał w dłoni czarny kontroler swojej konsoli do gier. Na ekranie telewizora nadal zaś błyskał wynik meczu, który gospodarze przegrali
1:2.
W toku śledztwa okazało się, iż denat grał w japońską grę pod nic nie mówiącym nikomu na posterunku tytułem
Pro Evolution Soccer 5.
Więcej informacji dała lektura
bloga, na którym Zdenek opisał swoją przygodę z tą grą.
Po zakończeniu kariery postanowił Zdenek zemścić się na wszystkich niedowiarkach i rozpoczął karierę nową, inną, wirtualną. Przeszukawszy sieć znalazł on
stronę czeskich fanów PES5, którzy stworzyli do owej gry dodatek w postaci rodzimej ligi. Mógł więc Zdenek zaistnieć w pierwszoligowych rozgrywkach, więcej, mógł być w nich postacią pierwszoplanową. Piął się więc bez opamiętania po szczeblach piłkarskiej kariery. Wszystko szło po jego myśli do pewnego zaskakującego momentu. Oto bowiem nadeszło ostatnie w sezonie spotkanie. Do rodzinnego miasta przyjechał odwieczny rywal- Budějovice. Jak przebiegał wirtualny mecz nie wiadomo, wiadomy jest wynik - 1:2, strzelcy bramek - potężny Jiří, oraz fakt, że przegrana ta oznaczała utratę mistrzowskiego tytułu.
Potężny wstrząs psychiczny spowodowany tym rezultatem był bezpośrednią przyczyną zgonu młodego obywatela Republiki. Nie zniechęciło to jednak innych adeptów do wirtualnego mistrzostwa. Co prawda nie stwierdzono przypadków tak drastycznych, jak Zdenka, jednak wielu ludzi zaniedbywało swoje obowiązki, rzucało szkoły, zaprzestawało aktywności małżeńskiej. Wszystko po to, by po kilkudziesięciu spotkaniach unieść w górę najcenniejsze piłkarskie trofeum tego nadmorskiego państewka.
Powiadają w mieście, że było warto, że 70 graczy ma swoje odpowiedniki w grze (twarze), że cała liga jest, że stadiony, buty, kibice. Także lokalne przedsiębiorstwa postanowiły się reklamować w tym pikselowym, acz jakże namacalnym świecie.
Wszystkiego ponoć dużo, a dają to
w Stolicy, więc udać się wypada.
Co wyniknie z tej manii ?
Nie wiadomo, oby nie było więcej takich, jak Zdenek.
Panie, świeć nad jego duszą.