Przeciętnemu Polakowi
Gliwice nie kojarzą się z niczym konkretnym. Meloman zaś bez zastanowienia rzuci co najmniej dwa nazwiska -
Sojka i
Groniec. Historyk przypomni nam, ze
Gliwicka radiostacja była miejscem niemieckiej prowokacji, która dała początek działaniom wojennym w 1939. Co na dźwięk nazwy
Gliwice widzi fan piłki nożnej? Ano najskuteczniejszego reprezentanta Polski -
Włodzimierza Lubańskiego, widzi także świetnego pomocnika -
Andrzeja Buncola, czy wreszcie gwiazdę
FC Köln -
Łukasza Podolskiego.
To przeszło 200 tysięczne miasto jest także świetnie rozpoznawane w innej, wąskiej, grupie społecznej - wśród graczy
PES. Wszystko za sprawą klanu
Gałka Team, który już po raz piąty zorganizował turniej z serii
Gałka Cup.
Impreza odbyła się w niedzielę 15 stycznia 2006 w klubie
Quasar. Lokal znajduje się zaraz przy gliwickim rynku, dzięki czemu dotarcie doń nie nastręczało żadnych problemów. Dodatkowym atutem była bliskość dyskontu spożywczego
Żabka, w którym delegacja IO zaopatrywała się w
Perłę Torwinu.
Równie emocjonujące było wnętrze. Po zejściu po dość stromych schodach trafialiśmy do zatłoczonego miejsca, gdzie przeciskali się odziani w piłkarskie koszulki turniejowicze. Pierwsza myśl była przytłaczająca - jesteśmy w burdelu! Odczucie to zapewniła kolorystyka świateł (czerwone, miejscami pomarańczowe lampy) oraz wielce gustowne, skajowe kanapy, na których rozlokowali się uczestnicy. Doznanie podsycane było przez panujący we wnętrzu skwar, którego nie potrafiła zniwelować nawet włączona przez
Masło klimatyzacja.
Brakowało także dobrego nagłośnienia, biedni organizatorzy musieli biegać między salami aby znaleźć daną osobę, czy też po prostu przekazać coś wszystkim obecnym.
Po dłuższym pobycie w
Quasarze każdy znalazł jednak swoje miejsce. Nasze skromne persony ulokowały się na narożnej kanapie przy "chilloucie", gdzie raczyliśmy się długimi rozmowami z innymi maniakami
PES. Oczywiście nie obyło się bez naszej tradycji - planu 3xŻ, którego tajniki zgłębialiśmy choćby ze Szwagierką
ARO (którą chcielibyśmy serdecznie pozdrowić), oraz z nim samym. Niestety na, kultowego już,
Komandosa nie załapał się
Esiek, ale co sie odwlecze to nie uciecze. Dorwiemy Cię, Grzegorzu, następnym razem.
Statystyczny turniejowicz był mężczyzną (o jakież to odkrywcze) około 19 roku życia, zamieszkałym na Górnym Śląsku, bądź Zagłębiu Dąbrowskim. Zdarzały się jednak zawodnicy nawet z tak egzotycznych krain jak
Pawłowice Stare. Większość ściśle związana z piłką nożną (mowa o formie biernej - kibicowaniu), co było można stwierdzić po klubowych koszulkach, czy też naszywkach na plecakach. Wyłączając naprawdę nieliczne wyjątki obecni byli bardzo otwartymi ludźmi, którzy w mgnieniu oka potrafili znaleźć wspólny język i wspólnie rozwodzić się nad bajeczną techniką Ronaldinho, bądź kopniakami z pół obrotu Chucka Norrisa.
Niestety nie wszystkich obecnych można opisać tak ciepłymi słowami.
Część graczy po rozegraniu kilku meczy po prostu wychodziła, co powodowało kompletny chaos w grupach, potrzebę korygowania wyników itd. Takie zachowanie jest dla mnie co najmniej dziecinne. Rozumiem, że na turniej przychodzą osoby nowe, nie znające poziomu, mogą przegrać pierwsze dwa mecze, ale jeśli już się bawimy, to do końca.
Zawodnicy prezentowali dość typowy poziom - w grupach było sporo przypadkowych osób, z których sporo przygodę z
PES rozpoczęło niedawno, część wcześniej grała tylko na
PC. Prawdziwe granie na wysokim poziomie zaczęło się w okolicach 1/32 finału, kiedy wyeliminowani zostali ludzie, których umiejętności się opierały na statystykach Adriano i Ronaldinho. Na największą zaś "pochwałę" zasłużył niewątpliwie uczestnik, który z imprezy wrócił bogatszy o telefon komórkowy, telefon organizatora.
Udział w turnieju wzięło aż
150 graczy, którzy podzieleni zostali na
25 grup po
6 osób w każdej. Mecze grupowe rozgrywane były na
13 stanowiskach rozmieszczonych w całym klubie. Łatwo więc można policzyć, iż na każdym były rozgrywane mecze 2 grup.
Samo rozgrywanie meczy odbywało się bardzo sprawnie. Wielce pomocna była tu aplikacja turniejowa stworzona przez
Brata. Dzięki jej wykorzystaniu bardzo szybko przebiegło losowanie grup, oraz fazy pucharowej.
Niestety, na dostarczonych opiekunom grup wydrukach nie znalazły się rozpiski meczów, przez co byli oni zmuszeni do dodatkowej pracy. Kilku graczy zgłaszało także błędy w planowaniu fazy pucharowej, gdzie rzekomo spotykali się zawodnicy będący wcześniej w tej samej grupie. Cóż, nic nie jest doskonałe, a córeczka
Brata była na froncie dopiero trzeci raz, więc z nadzieją możemy patrzeć na jej przyszłe zastosowania (kto wie, może za trzy turnieje zacznie robić pizze).
Meczom pucharowym towarzyszyły niemałe emocje. Wielu, jak wspomniany wcześniej
Masło, dość żywiołowo wypowiadało się na temat swoich zawodników, czemu nieraz z wielkim zdziwieniem przysłuchiwali się ludzie postronni (tu pragniemy pozdrowić wujostwo
Edka, które odwiedziło nasz "burdel" i stało się przypadkowymi świadkami jednego z wybuchów
Szynki). Sprawiało to wrażenie niezwykle sympatyczne, lecz niektórzy odbierali to jako chamskie zachowanie. Większość niesnasek, które zresztą można obserwować na forum PE, wynikło z konfliktu Hanysowsko - Gorolskiego, którego macki sięgnęły kilku uczestników rozgrywek.
Trzeba jednak oddać także honor skromnej, dwuosobowej grupie kibiców, która swym dopingiem zachęcała
Robina do wygranej nad
ARO w 1/32 finału. Próbowali oni wszelkich sztuczek, które miały pozytywnie wpłynąć na wynik swojego idola (czy raczej pupilka). Niestety
Robin nie uraczył nas bramką
Marcosa Cafu i przegrał. Jego przeciwnik zaś zupełnie nie przejął się niesprzyjającą atmosferą, dość tego, pozwalał sobie nawet na wykonywanie ruletek w polu karnym. Lecz to
Robina do dziś mamy go w swoich sercach, jako niebieskiego wojownika o wolność ciemiężonego ludu Brazylii.
Tak, my, bo grupę tą stanowili
Bakel i
siano a jej postulatem była przegrana
ARO, który nie mógł z nami realizować planu
3xŻ tak długo, jak długo brał czynny udział w rozgrywkach.
Esencją turnieju są mecze. Pozwolę sobie jednak, aby nie były one tematem przewodnim tej relacji. Owszem, wypada pogratulować pierwszej czwórce:
1. Odinowi
2. Radzimiszowi
3. Perszingowi
4. Eśkowi
Lecz nie widzę sensu w opisywaniu każdego z meczy, istotniejszą sprawą był świetny klimat, oraz ludzie obecni na rozgrywkach.
Wyniki zaś znajdziecie
tutaj.
Piąta Gałka była więc naprawdę dobrze zorganizowaną imprezą. Lokal, pomimo dziwnego pierwszego wrażenia, sprawił się doskonale, budując niesamowity klimat. Spore gratulacje i podziękowania należą się organizatorom -
Gałka Team z
ARO na czele, oraz
Bratu, który pomagał przy obsłudze technicznej imprezy. Oczywiście nie zawiedli też uczestnicy, którzy poza graniem świetnie sprawdzili się w roli czysto towarzyskiej spędzając sporo czasu na obgadywaniu
Chucka Norrisa :). Następny turniej pod szyldem
Gałki zapowiadany jest na marzec. Tym razem odbędzie się w większym i przestronniejszym klubie -
Promil.
My będziemy tam na pewno, a Wy ?
Fotki autorstwa
Janka znajdziecie
tutaj.
Rozpakować je możemy za pomocą
WinRARa.