Horror w Marsyli!
Fernando Morientes zdobył hattrickaWielki Horror rozegrał się na Stade Vélodrome. Olympique Marsylia podejmowała Real Madryt. Obejżeliśmy, aż 10 bramek a mecz zakończył się remisem 5:5
Wynik otworzył Cristiano Ronaldo. W siódmej minucie, uderzył z rzutu karnego, posłał piłkę w lewe okienko bramki Marsylczyków. Publiczność nie zdążyła ochłonąć po trafieniu Portugalczyka, a dwie minuty później Morientes wykorzystał świetne podanie Nianga i było 1-1.
Dwie magiczne minuty, po których chwila spokoju w poczynaniach obu ekip. W dwudziestej drugiej minucie meczu akcję gospodarzy faulem przerywa Xabi Alonso. Do piłki podchodzi M'Bia, który postanowia pokazać publice, iż nie tylko Cristiano Ronaldo ma patent na zdobywanie wspaniałych goli ze stałych fragmentów gry. Nie dosięgnął piłki Iker Casillas i gospodarze prowadzili jedną bramką.
Po tym golu tak naprawdę zaczęły się prawdziwe emocje. Rozochoceni gospodarze ruszali się żwawiej, a Los Blancos chcieli udowodnić, że gol dający prowadzenie był wypadkiem przy ich pracy, nie zaś jakąkolwiek oznaką przewagi Marsyli. Próbował Van der Vaart, próbował Kaka, próbował dwukrotnie Cristiano Ronaldo. W trzydziestej ósmej minucie Karim Benzema zagrał 20-metrowe podanie do Raula, a ten zdobył bramkę wyrównującą. 2-2
Tuż przed końcowym gwizdkiem pierwszej połowy znakomitą sytuację miał Benzema. Kaka okiwał 4 obrońców i zagrał do francuza który mierzonym strzałem po długim rogu pokonał bramkarza. Real schodził na przerwę przy prowadzeniu 3-2.
Początkowe minuty drugiej części to okres wyrównanej, acz chaotycznej gry. Piłkarze trenera Deschampsa wedle zapowiedzi grali odważnie, lecz odwaga w poczynaniach z Realem Madryt czasem ma wysoką cenę i zawodnikom w białych koszulkach przyszło takową zapłacić ponownie już na początku drugiej połowy - w pięćdziesiątej pierwszej minucie prostopadłe podanie na skrzydle od Marcelo otrzymał Karim Benzema, a ten dośrodkował idealnie w tempo, po ziemii do Van der Vaarta, który nie zwykł takich prezentów marnować i zrobiło się 4:2.
W sześćdziesiątej ósmej minucie gry mieliśmy już 5:2. Brazylijczyk Kaka mijał jak pachołki kolejnych obrońców gospodarzy. Kiedy był już pod bramką podał do wprowadzengo wcześniej Gonzalo Higuaina a ten dołożył nogę i zdobył bramkę.
Gdyby Real Madryt grał w tym dniu z innym zespołem, pewnie byłoby po wszystkim. Ale Marsylia, zepchnięta do narożnika, niemiłosiernie obijana, zdołała po raz trzeci zdobyć, po koronkowej akcji, bramkę kontaktową. Kabore zagrał do Nianga. Napastnik przebiegł 15 metrów i uderzył z 25 metrów nie do obrony. W tym momencie było 5-3.
W 74 minucie Niang miał swoją stuprocentową okazję , ale z tego starcia zwycięsko wyszedł golkiper gości, Casillas, jednak przy dobitce Fernando Morientesa nie nie miał szans. 5-4.
Ale to nie był koniec wrażeń - w osiemdziesiątej trzeciej minucie Fernando Morientes uderzył głową i pokonał Ikera, tym samym kompletując hattricka. Niesamowite. Marsylia odrobiła 3 bramki. 5-5!
Znakomity mecz rozegrał były piłkarz Realu Madryt Fernando Morientes. Zdobył 3 bramki, podawał, wrzucał, grał za cały zespół. Gdyby nie on ekipa Didier Deschampsa nie odrobiłaby tych strat.
Olympique Marsylia - Real Madryt
5:5 (2:3)
0:1 C.Ronaldo 7'
1:1 Morientes 9'
2:1 M'Bia 22'
2:2 Raul 38'
2:3 Benzema 45'
2:4 Van der Vaart 51'
2:5 Higuain 68'
3:5 Niang 72'
4:5 Morientes 74'
5:5 Morientes 83'Screeny z tego meczu:
http://img44.imageshack.us/slideshow/webpl...31308371463.jpgNiemiecko-Belgijski pojedynek na remis
Wolfsburg zaczął ten mecz bez Edina DzekoSpotkanie Wolfsburgu z Anderlechtem Bruksela było kreowane jako pojedynek Dawida z Goliatem. Beldzy średnio radzą sobie w lidze, mają dużo niższy budżet, nie posiadają takich graczy jak Edin Dzeko, jednak rzucili na europejski puchary wszystkie swoje siły kosztem rozgrywek Jupiler Ligue. Wilki nie tak dawno zdobyły mistrzostwo Niemiec, więc ciężko stawiać zwycięstwo na zespół Ariela Jacobsa.
Początek spotkania nie obfitował w sytuacje podbramkowe. Wolfsburg wymieniał dziesiątki podań, a gracze z Brukseli, ewidentnie zmotywowani renomą rywala swoją walecznością starali wypracować sobie handicap. Zadziorność gości przyniosłaby efekty w 25. minucie. Lukaku wystawił piłkę Brazylijczykowi Kanu, a ten uderzył obok słupka. Po tej akcji, zespoły na moment ucichły
Wolfsburg zerwał się do ataku dopiero pod koniec pierwszej połowy, jednak to Anderlceht stworzył kolejną okazję do zdobycia bramki. Tym razem jednak Lukaku nie zachował wystarczająco dużo zimnej krwi by pokonać Andre Lenza. Kibice nie musieli długo czekać na odpowiedź Wilków, Grafite w 40. minucie był bliski szczęścia, ale po ładnym uderzeniu piłka nie znalazła się w bramce i Brazylijczyk musiał obejść się smakiem. Jeszcze przed przerwą okazję zmarnował Marecek i wynik 0-0 utrzymał się do końca pierwszej części gry.
Wolfsburg od razu po wznowieniu pojedynku rzucił się do gardeł belgijskim rywalom i długo nie musieliśmy czekać na efekty. 57. minuta i gol Obafemiego Martinsa. Dla Nigeryjczyka było to dość ważne trafienie z psychologicznego punktu widzenia, gdyż dopiero niedawno przerwał czarną serię bez bramki. Armin Veh widząc szansę na zwycięstwo postanowił wprowadzić Edina Dzeko. Zastąpił on niefrasobliwego Grafite. Nie pomogło to za wiele, gdyż znów na stadionie pojawiło się wszechogarniające uczucie nudy, po tym jak mecz się wyrównał. Kolejną dobrą okazję do trafienia miał w 68. minucie Romelu Lukaku. Wykorzystał on świetne podanie Marecka i zdobył wyrównującego gola. 1:1.
Po tym golu mecz znowu stał się nudny. Przeważały niecelne podania i straty piłki. Wielu kibiców uzna ten mecz za taki, który mógłby się nigdy nie odbyć. Miejmy nadzieję, że w kolejnych spotkaniach obie ekipy będą grać lepiej.
VFL Wolfsburg - Anderlecht Bruksela
1:1 (0:0)
1:0 Martins 57'
1:1 Lukaku 68'Screeny z tego meczu:
http://img638.imageshack.us/slideshow/webp...31309021738.jpg