Dołączając do sianowej tematyki /away from football
Pierwsze co "uderza" w tym filmie to praca kamery. Na pierwszy rzut oka wygląda to trochę jak "wesele ciotki made by pijany kamerzysta". Kamera się telepie, przerzuca z jednej postaci na drugą... ale jak już się do tego przyzwyczaić i oglądać dalej...
Następne co mi się rzuciło w oczy to wielkie okulary głównej bohaterki (granej przez znaną piosenkarkę) i jej syna. W ten sposób poznajemy Selmę i Gene'a. Matkę i jej syna, gdzieś na amerykańskim zadupiu, mieszkających w wynajmowanej przyczepie w ogródku Billa i jego żony. Przyjechali tutaj z dalekiej, komunistycznej Czechosłowacji aby przeprowadzić operację oczu chłopca, który, podobnie jak matka, traci wzrok. Selma pracuje w fabryce i każdy zaoszczędzony grosz, w tajemnicy przed wszystkimi, odkłada by ratować wzrok syna. Jej wielką miłością są musicale, ma zresztą zagrać w przedstawieniu, do którego ciągle stara się ćwiczyć. Pewnego dnia okazuje się, że ameryka wcale nie jest takim rajem jakby to się mogło wydawać....
Film jest ciężki do oglądania, moim zdaniem trochę zbyt przewidywalny, a jednocześnie świetny i, tak po prostu, "inny".
PS. Nie radzę czytać recek na filmweb'ie, bo potrafią zdradzić pół filmu....