W chwili kiedy to próbowaliśmy wchłonąć śniadanie w drzwiach tej wysokiej klasy restauracji stanął lazy_bum wraz z kompanem Raffelsem. Z minuty na minutę ekipa rosła w siłę a to co najlepsze dopiero przed nami. Postanowiliśmy opuścić komnatę zimnego sera w celach bardziej pożytecznych, przydałoby się zostawić gdzieś bagaż podręczny no i udać się na jakaś colę tudzież kom...kompot ze świeżych jabłek. Podczas przechadzki po pięknych i czystych ulicach Warszawy natknęliśmy się na typowego bywalca okolic dworca. Ów człowiek poprosił nas swoim chmielnym głosem o małe „wsparcie”. Jego prośba została spełniona przez wielkodusznego kusika, który to poczęstował „niezwykłego” gościa swoją szczecińską kanapką. Po tej przygodzie ruszyliśmy na parking. Oto bowiem lazy_bum zaszczycił nas przyjemnością dosiadania bandziora. Nie był to, jak sugeruje nazwa niegrzeczny pan, tylko batmobil "lejziego". Przyciemnione szyby, wersalka na tyłach no i to prawie radio. Przejeżdżając przez całą Warszawę z drobnymi perypetiami(powódź na siedzeniu lukasso i na nim samym, „szalony” wyścig z Renault Clio - do następnych świateł) docieramy w końcu do mieszkania właściciela wyżej przedstawionego samochodu. Dojazd na parking osiedlowy zajął kupę czasu (ach te wąskie uliczki ciągnące się w nieskończoność...). W końcu udało nam się dotrzeć na wyznaczone miejsce. Zostawiliśmy u Krzyśka swoje tornistry(poznając przy okazji jego szalone koty).
A że pogoda była wręcz idealna (do czasu) zgodnym głosem ruszyliśmy nasze cztery litery w stronę najbliższej żabki. I tu spotkała nas wielce miła niespodzianka – w warszawskiej żabce były komandosy!! Jedynie lukasso był na tyle odważny, by zakupić ten sławetny trunek, czym wielce zadziwił sprzedawcę. Reszta ekipy zaopatrzyła się w tradycyjne „schabowe”. Aby spożyć napoje „energetyczne” udaliśmy się za lazy_bumem, który to stał się naszym głównym przewodnikiem podczas całego zlotu. Tym razem postanowił wyprowadzić nas w „pole”, co by się nie narazić na spotkanie z pieskami bądź strażą miejska. Szukając idealnej miejscówki przedzieraliśmy się przez chaszcze, trawy (również, pokrzywy i inne tego typu atrakcje). Przez myśl przechodziło wszystkim wspomnienie pewnego survivalu – to chyba tutaj. W końcu znaleźliśmy trochę cienia i trawy, na której spoczęliśmy w wiadomym celu. Udało się nam spożyć zakupione napoje, spalić co nie co i porozmawiać o problemach z którymi boryka się nasz kraj. Niestety kusikowi chyba nie zasmakowały specjały śniadaniowe McDonald’sa, które zwrócił w pobliskie krzaki. Napili się i... zgłodnieli. Nasz przewodnik zaprowadził nas to niewielkiej chińskiej budki z jedzeniem. Prawdziwym hitem okazały się tamtejsze sajgonki, którymi naprawdę można się porządnie objeść. Napojeni i nażarci jak świnie udaliśmy się na umówione spotkanie z amarem na jednej ze stacji metra(metro - największa atrakcja zlotu
Niestety, trzeba było opuścić to chłodne i przyjemne miejsce i udać się na chatę amiego. Po dotarciu do owego mieszkania poddaliśmy się familijnej rozrywce, jaką jest gra w Pro Evolution Schemat 6. W pewnym momencie zupełnie niespodziewanie zadzwonił on – kemek!!!!! Lazy_bum wytłumaczył mu jak ma dotrzeć do nas a my dalej łupiliśmy w „psa”. Kilka chwil później stojący przy oknie Raffels oraz lazy_bum zauważyli podejrzanego typa w żółtej, dającej po oczach, koszulce oraz czarnych krótkich włosach i w okularach(tzw. kemkowy stajl). Od razu przyszła do głowy jedna myśl – to kemocik!! Nie mogący w to uwierzyć lukasso podbiegł do okna, a następnie donośnym głosem krzyknął w niebogłosy – kemek!! Czynność tą powtórzyli Raffels i lazy_bum. I co się okazało!? Tak!! To był ten słynny kemocik!!! Po 3 minutach po raz pierwszy ujrzeliśmy kemka na żywo. Co więcej, pojawił się on w sandałach bez skarpet!! Prawdziwy szacun, prawie jak nie-Polak. Niestety, nie dało się zauważyć na jego twarzy miliarda literek D (wyraz jego twarzy, i w ogóle postawa, przywodziły na raczej na myśl ;| niż :DDDDDDD ). Po tym, jakże radosnym, powitaniu wraz z nowoprzybyłym użytkownikiem wróciliśmy do padów.
Ok. godziny 16 trzeba było ruszać po odbiór przybyszy z Krakowa. Niestety, w tym momencie pogoda całkowicie się spier... popsuła (czyt. lało, grzmiało, błyskało, lało, lało, lało...). Ale jak mus to mus…wyszliśmy w stronę Dworca Centralnego(znowu metro, i ruchome schody!!!). Na miejscu trochę pobłądziliśmy ale w końcu znaleźliśmy snok3ra i whana, stojących pod Pałacem Kultury i Nauki. Na widok tego drugiego lukasso powiedział do norka to, co niektórzy wiedzieli już od dawna:
- "Ale on czarny O_o"
Idąc wzdłuż „patyka” natknęliśmy się na konkurencyjny zlot ... samoobrony. Po bardzo wylewnym aczkolwiek, z powodu ciągle napi…padającego deszczu, krótkim przywitaniu postanowiliśmy udać się (uwaga!) do metra. Obyło się, na szczęście, bez większych niespodzianek (nie licząc spotkania z Gretą Garbo naszych czasów czyli seksowną i ponętną posłanką Renatą Beger). W metrze przyszedł czas pierwszych „rozstań”. Zlot musiał, chwilowo opuścić amar. Reszta kompanii udała się natomiast z powrotem do mieszkania buma aby się przebrać i wziąć sprzęt do grania w prawdziwą piłkę nożną, gdyż mimo niesprzyjającej aury (deszcz ciągle padał, padał…przestawał na 2min, a potem znów padał) postanowiliśmy jednak rozegrać mecz 100lica vs. reszta. Po około 1.5h podróży w czasie której zdążyliśmy zaliczyć przejażdżkę autobusem i 2x metrem oraz zahaczyć o sklep w którym kasjerki były na tyle miłe i wyrozumiałe, że nawet nie zareagowały gdy w pewnym momencie Raffels postanowił opuścić sznureczek ludzi czekających w kolejce i wyjść ze sklepu mimo, że w ręce trzymał piwo i chipsy…(gwoli ścisłości dodać należy, że oczywiście po chwili wrócił i chyba nawet zapłacił za to wszystko). W końcu dotarliśmy na boisko, które, nawet mimo niekończącej się ilości wody, prezentowało się świetnie – przynajmniej z daleka. Z bliska, niestety, nie dane nam było go zobaczyć, a to z powodu zamkniętej bramy i wiszącej obok tabliczki mówiącej, iż boisko jest otwarte do godziny 18. W tym momencie dał jednak o sobie znać niesamowity, wręcz przysłowiowy, krakowski intelekt: „ej to chodźcie wynajmiemy hale” powiedział whan i nie oglądając się na nikogo poszedł porozmawiać z miłym panem ochroniarzem/emerytem. Negocjacje przebiegły bez żadnych problemów i tak o to, po kilku godzinach szlajania się w deszczu, wreszcie mieliśmy rozpocząć mecz. Jako, że na miejsce nie dotarł amar składy przedstawiały się następująco: w jednej drużynie znaleźli się: Raffels, kemocik, lazy_bum i kusik (czyli Wawa + Szczecin) w drugiej whan, snok3r, norek i lukasso. (czyli Białystok + Kraków Z początku przewagę miała ekipa gospodarzy (jej przewaga wynosiła juz nawet +7) jednak po przerwie, kilku piwach i zmianie stron przyjezdni pokazali jak należy grać w piłkę i mecz zakończył sie kilku bramkowym zwycięstwem gości. Zaraz po meczu ekipę opuścić musiał kemocik (w sumie było już grubo po dobranocce więc nikt nie miał mu tego za złe).
Następnym punktem programy miał być mecz Real - Saragossa ale jak to sie mówi biednemu wiatr w oczy...gdy juz, oczywiście po podróży metrem, zawitaliśmy do knajpy spotkała nas niemiła niespodzianka - do wyboru mieliśmy żużel lub jakieś mecze U-21 (Chiny – Francja przyp. red.) o Realu nawet nie było co marzyc. Krótka dyskusja i już znów suniemy pod warszawą metrem. Tym razem cel był jednak konkretny: idziemy do amara, a mecz sie obejrzy przez sopcast'a. Po drodze odwiedziliśmy sklep celem zaopatrzenia się w odpowiedni rodzaj napojów oraz jedzonko. ami udostępnił nam swojego laptopa uruchamiając meczyk w w/w programie. Co prawda jakość nie ta sama co w TV ale lepszy rydz niż nic... Niestety, Real jakimś fartem zremisował (obiektywizm
- I tak skończył się pierwszy dzień zlotu.
W niedzielę wszyscy udaliśmy się na turniej PES6, który odbywał się w domu kultury „Rakowiec”, naprzeciwko którego znajdowała znajdowała się...prokuratura. Tur miał się rozpocząć o godz. 10 ale faktycznie rozgrywki ruszyły o 12... Jedynymi nie grającymi byli kusik, lazy_bum i norek, którzy najwcześniej opuścili nasze grono (kusik miał poci ag ok. 15). Reszta rozkoszowała się turniejową atmosfery (Nationale Niderlande!! Kurwa co za farty!! AAAAAAADRIANO!!) popijając piwo i paląc co nie co. Nasza ekipa na turnieju była łatwa do rozpoznania, głównie z powodu doboru drużyn (snok3r – Ukraina, Raffels – Australia, Lukasso aka Twoja_Stara – Rumunia, whan – Tottenham, lekocik – Newcastle) Ok. 17 ubyła grupa białostocka, która udała się na Dworzec Centralny. Wkrótce potem opuścił nas kemocik K . Pozostał więc Kraków i Raffels, którym (oprócz whana) udało się wyjść z grupy takimi drużynami, jak Ukraina(snok3r) czy Australia (Raffels). Ten pierwszy stoczył niezwykle emocjonujący pojedynek w 1/32 z ekipą Holandii. Prowadząc 1-0 nie wykorzystał szansy na zwiększenie prowadzenia i mecz zakończył się remisem 1-1. Również dogrywka nie przyniosła rezultatu w postaci zwycięstwa któregokolwiek zawodnika. Mimo prowadzenia 2-1 snuki dal sobie strzelić bramke, a w 118 minucie nie wykorzystał niemal 100% okazji: mając przed sobą pustą bramkę oddał strzał i... jak z pod ziemi wyrósł Van der Saar broniąc uderzenie i doprowadzając do karnych, w których snok3r nie miał już większych szans (pierdolony random – jak to po meczu ładnie ujął) Po tym meczu krakusy odjechały na dworzec a Raffels zdołał jeszcze dojść do 1/16, w której jednak uległ potędze schematu...
I tak skończył się zlot chamów, pijaków i pedofilów...
Paka ISSOnline w składzie:
- norek
- lukasso
- whan
- snok3r
- lazy_bum
- Raffels
- kemocik
- amar
- kusik