Pomoc - Szukaj - Użytkownicy - Kalendarz
Pełna wersja: Liga Mistrzów UEFA
board.issonline.pl > Pro Evolution Soccer: Forum Dyskusyjne > Blogi i kariery
Seba_maliszewski
Gwiazdy wracają! Czas rozpocząć kolejną edycję Piłkarskiej Ligi Mistrzów!



Po kilku miesiącach przerwy na europejskie boiska powracają najlepsze zespoły europy. Po raz 55 toczy się walka o tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu. Dziś rozpoczęło się losowanie grup Champions League. A oto jak prezentują się grupy w tej edycji:



Czeka nas zapewne wiele bardzo emocjonujących pojedynków. W tym sezonie grupą śmierci wybrano grupę F, w której zagrają Juventus, Liverpool, Porto i Apoel. Bardzo ciekawa walka toczyć się będzie w grupie G. Zmierzą się tam obrońca tytułu Barcelona, nowa angielska siła Manchester City oraz portugalska Benfica i grecki Panathinaikos. Jedyny polski przedstawiciel Wisła Kraków trafił do grupy E gdzie za swoich przeciwników będzie mieć Manchester United, Atletico Madryt i Bayer Leverkusen. Zapraszamy wszystkich fanów na strony poświęcone Lidze Mistrzów, oraz do oglądania licznych transmisji.

Wywiad z kapitanem Arsenalu Londyn Cesciem Fabregasem


Dziennikarz: Witaj Cesc, co czujesz przed kolejną edycją Champions League. Czy jesteście w stanie dojść do finału jak kilka lat temu?
Cesc: Jestem bardzo zadowolony, że mogę znowu grać w tej wspaniałej imprezie. Bardzo chciałbym dostać się do finału i wznieść Puchar Mistrzów. Jesteśmy w stanie to osiągnąć, ale trzeba bardzo się postarać.
Jednak, żeby wygrać trzeba najpierw awansować ze swojej grupy.
Grupa nie jest łatwa, ale jesteśmy w stanie wejść do 1/8 finału. Na pewno ciężkimi przeciwnikami bedą zespoły Lyonu i Romy, a Dynamo Kijów może postarać się o korzystny wynik. Jednak jestem przekonany, że zagramy w fazie pucharowej.
Kto według ciebie jest faworytem do zwycięstwa?
Barca, Arsenal, Manchester, Real. Jest jeszcze kilka innych dobrych zespołów. Chciałbym zagrać w finale przeciwko Realowi, bądź Barcelonie.
Mam nadzieję, że twoje marzenia się spełnią.
Dzięki, do zobaczenia.
Seba_maliszewski
Niespodzianka w Sevilli!

Kanoute daje 3 punkty Sevilli

Przed meczem nie było innego rozwiązania jak zwycięstwo Milanu. Jednak w trakcie, Sevilla pokazała charakter i nie pozwoliła zdobyć choćby punktu drużynie Leonardo. To właśnie nie faworyzowani hiszpanie zaczęli atakować pierwsi. Jednak pierwszą bramkę zdobyli Rossoneri w 10 minucie kiedy to Boriello dał prowadzenie swej drużynie! Odebrał piłkę, okiwał 3 zawodników i pokonał Palopa. 10 minut później wyrównał Kanoute. Piękna wrzutka Jesusa Navasa i Malijczyk zdobył bramkę strzałem głową. Z każdą chwilą Milan grał coraz gorzej. W 24 minucie gola do pustej bramki zdobył reprezentant Brazylii Luis Fabiano. To nie był koniec emocji. 31 minuta. Luis Fabiano ucieka obrońcom zagrywa do wychodzącego na czystą pozycję Kaonute, a ten bez problemów umieszcza piłkę w siatce. 3-1 dla piłkarzy Jimeneza. W 60 minucie na boisku pojawił się Alexandre Pato. Zaraz po wejściu na boisko zdobył on gola kontaktowego. Po godzinie gry 3:2 i stan meczu nie uległ zmianie. Ten rezultat można określić mianem niespodzianką, gdyż nikt wcześniej nie przypuszczał, że triumfatorzy Ligi Mistrzów z 2007 roku ulegną 3 zespołowi Primera Division.

Sevilla FC - AC Milan 3:2 (3:1)
0:1 Boriello 10'
1:1 Kanoute 20'
2:1 Luis Fabiano 24'
3:1 Kanoute 31'
3:2 Pato 62'


Screeny z tego meczu:
http://img687.imageshack.us/slideshow/webp...31119204642.jpg


KOMENTUJCIE I OCENIAJCIE
Seba_maliszewski
Remis na wschodzie!

Radość po zdobyciu wyrównującego gola

W drugim spotkaniu grupy A Zenit podejmował Szachtar. Ukraińcy liczyli na swoją gwiazdę Luiza Adriano, a piłkarze z Rosji na błysk geniuszu Dannyego. Danny swoją szansę miał w 36 minucie i wykorzystał ją. Dobił strzał Kornilenki i było 1-0. Dwie minuty później z dystansu uderzył Fomin i mieliśmy 1-1. Przy tej akcji świetnym podaniem popisał się Alex Teixeira. O dwóch strzałach fernando Meiry nie ma nawet co pisać, ponieważ były fatalne. Tuż po gwizdku na drugą połowę kapitalną sytuację na gola miał Luiz Adriano, ale jego uderzenie powędrowało obok lewego słupka. W 72 minucie Kucher faulował w polu karnym Denisova i mieliśmy 11. Do piłki podszedł Zyrianov i zamienił rzut karny na bramkę 2-1. Ponowne prowadzenie Zenitu. Chwilę po tej bramce rosjanin nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem. Szachtar miał nadzieję na remis. 10 minut przed końcem świetną sytuację po podaniu Lewandowskiego miał Srna, ale koszmarnie spudłował. Wprowadzony w drugiej połowie Fernandinho wykorzystał błąd obrony rosjan i zdobył wyrównującą bramkę. Była to 88 minuta. W Petersburgu więcek bramek nie oglądaliśmy. Remis pomiędzy drużynami ze wschodniej europy.

Zenit St. Petersburg - Shakhtar Donetsk 2:2 (1:1)
1:0 Danny 36'
1:1 Fomin 38'
2:1 Zyrianov 72'
2:2 Fernandinho 88'


Screeny z tego meczu:
http://img532.imageshack.us/slideshow/webp...31119435519.jpg
Seba_maliszewski
Ribery nie do zatrzymania!

Obrońcy Chelsea nie potrafili powstrzymać pędzącego francuza.

W pierwszym meczu grupy B zmierzyły się ze sobą dwie znakomite drużyny Bayern Monachium i Chelsea Londyn. Faworytem byli piłkarze z Angli i mało kto przypuszczał, że Bayern, nawet biorąc pod uwagę ostatnią zwyżkę formy, może na Allianz Arena zdobyć jakieś oczka.
Mimo to podopieczni Louis van Gaala nie zamierzali odpuścić i od początku groźnie zapędzali się pod bramkę Petra Cecha. Owocem tego była bramka z jedenastej minuty - mocne dośrodkowanie Franka Riberyego z narożnika pola karnego wykorzystał Klose, który wbił piłkę do bramki gości. Po tym golu The Blues natychmiast próbowali odpowiedzieć, jednak pierwszy raz Hans-Jörg Butta pokonać próbował Lampard, w dwudziestej siódmej minucie, kiedy to potężnie huknął z ostrego kąta.
Gdy, wszyscy sądzili, że piłkarze Chelsea ruszą do odrabiania strat, rzut wolny na dwudziestym metrze bił Miroslav Klose - Niemiec uderzył piłkę w mur, a stojący obok Thomas Müller uderzył w kierunku bramki Cecha, a ten, nie wiedzieć czemu, czekał na nią do ostatniej chwili i gdy ta skozłowała kilka metrów przed nim, nie miał już nic do powiedzenia. Euforia na Allianz Arena, Bayern prowadził już dwoma bramkami.
Po przerwie Carlo Ancelotti zareagował natychmiastowo - za Nicolasa Anelke i Michaela Ballacka na boisku pojawili się Yuri Zhirkov i Michael Essien, którzy mieli odmienić oblicze gry londyńskiego zespołu.
Tak się właśnie stało, obaj wprowadzili dużo ożywienia. W pięćdziesiątej minucie gry, w zamieszaniu na szóstym metrze, Butta pokonał Dider Drogba, który tym samym dał swoim kolegom sygnał do ataku. Cztery minuty później mogli zdobyć wyrównującego gola - rzut rożny egzekwował Lampard, idealnie dorzucił na głowę wbiegającego Drogby, a ten uderzył w poprzeczkę.
Nawałnica trwała, a gracze Bayernu bezradnie wybijali piłki. Pomiędzy siedemdziesiątą a siedemdziesiątą czwartą minutą trzykrotnie pokonać bramkarza Bayernu próbował Drogba, za pierwszym razem uderzył w słupek, za drugim trafił w poprzeczkę, a przy trzeciej próbie huknął ponad bramką. Już w doliczonym czasie meczu wyborną, fantastyczną i niewiarygodną okazję zmarnował Joe Cole, który z kilku metrów nie potrafił zmieścić futbolówki w siatce.
Jednak kilka sekund później chłopcy Ancelottiego zdecydowali się na jeszcze jeden, ostatni atak. Z prawego skrzydła na dośrodkowanie zdecydował się Zhirkov, dograł piłkę wprost na głowę Drogby, strzał napastnika WKS zdołał wybronić jeszcze Butt, ale przy dobitce Lamparda nie miał już nic do powiedzenia! 2:2! Chwilę po tym arbiter zakończył mecz.


Piłkarze Chelsea zadowoleni ze strzelenia wyrównującej bramki w doliczonym czasie gry.

Bayern Monachium - Chelsea Londyn 2:2 (2:0)
1:0 Klose 11'
2:0 Muller 30'
2:1 Drogba 50'
2:2 Lampard 92'



Screeny z tego meczu:
http://img39.imageshack.us/slideshow/webpl...31210452030.jpg


Od kolejnego spotkania więcej screenów z meczu.
Seba_maliszewski
Kolejny remis w LM.

LuaLua - Bohater dzisiejszego spotkania

Gdy do końca meczu na Łużnikach zostało kilka minut, jedno z niewielu udanych dośrodkowań CSKA przedłużone przez Tomasa Necida dotarło do Marka Gonzaleza. Ale do bramki wpadł Chilijczyk zamiast piłki.

Była to najlepsza akcja wicemistrzów Rosji. Wcześniej na długo mecz zawłaszczył Lomana LuaLua. Piłkarz Demokratycznej Republiki Konga od pierwszej minuty zachowywał się, jakby zależało mu na udowodnieniu, że jest najlepszym piłkarzem Olympiakosu. Tylko w pierwszej połowie strzelał cztery razy. Z rzutu wolnego i z gry, nogą i głową. Dośrodkowywał i podawał, zdawał się cierpieć, gdy z niezrozumiałych dla siebie powodów nie brał udziału w akcjach greków. W jednej z nich po podaniu Ledesmy Diogo miał przed sobą tylko Akinfeeva, ale trafił właśnie w niego. LuaLua szalał, bo na szaleństwo pozwolił mu Bożidar Bandovic, ustawiając go jako wolny elektron.

W CSKA najbardziej zawodził ten, od którego kibice wymagają najwięcej. Młody czech Tomas Necid znów zgasł, gdy patrzyła na niego cała Europa. Znów irytował niecelnymi podaniami, nie potrafił oddać celnego strzału. Nie był liderem jak LuaLua, nie strzelił drugiego gola w Europejskich Pucharach. Gdyby to uczynił CSKA byłoby teraz w innych nastrojach.

Pozbawieni porządnego snajpera wicemistrzowie Rosji zrobili niewiele, by 38-letni Antonios Nikopolidis miał okazje do interwencji. Dośrodkowanie Milosa Krasica i strzał Aldonina wylądowały w trybunach. W doliczonym czasie pierwszej połowy Necid został sfaulowany w polu karnym. Sędzia dyktuje jedenastkę. Do piłki podszedł sam poszkodowany, ale trafił w słupek. CSKA mogło objąć prowadzenie.

Rosjanie przeważali na początku drugiej połowy. Wtedy kilka razy pogubiła się defensywa Olympiakosu w której zagrał wracający po kontuzji Olof Mellberg. Popełnił kilka koszmarnych błędów, których nie wykorzystali gospodarze. To po jego faulu Necid spudłował z jedenastu metrów.

Problemy w defensywie miał także zespół CSKA, katastrofalnie grał Ignashevitch. Rosjanin skakał niżej od Diogo, bezmyślnie faulował, dał się ogrywać jak dziecko. Leonid Slutskiy wytrzymał cały mecz bez zmian w defensywie. W drugiej połowie Olympiakos miał mniej okazji, w końcu spod własnego pola karnego ruszył Alexey Berezutski. Ruszył się na chwilę, nie miał wsparcia Hondy i Necida, a Olympiakos szybko się obudził i znów atakował.

Kilka sekund przed końcem spróbował jeszcze LuaLua, ale jego strzał wybronił świetny wczoraj Igor Akinfeev. Piłkarz Demokratycznej Republiki Konga jakby jeszcze raz chciał pokazać, kto jest najlepszym piłkarzem Olympiakosu. W tym spotkaniu zagrał wspaniale i został wybrany bohaterem meczu.

CSKA Moskwa - Olympiakos Pireus 0:0 (0:0)

Screeny z tego meczu:
http://img69.imageshack.us/slideshow/webpl...1211055802z.jpg
http://img16.imageshack.us/slideshow/webpl...1211150911l.jpg
http://img651.imageshack.us/slideshow/webp...1211190584o.jpg


KOMENTUJCIE COŚ. ZAPRASZAM
Seba_maliszewski
Shevchenko Show!

Andriy napracował się dzisiaj solidnie. Oddał aż 7 strzałów z czego 4 były celne

Dzisiejszego wieczoru na Stade Gerland miało miejsce ciekawe spotkanie Grupy C. Tym razem fani zgromadzeni w Lyonie bardzo entuzjastycznie powitali zawodników Lyonu i Dynama Kijów, którzy stoczyli pojedynek o 3 punkty w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na Starym Kontynencie. Po znakomitym widowisku, zwycięsko z potyczki wyszli Ukraińcy, którzy nie mieli kłopotów z ograniem przeciwnika.

Szkoleniowiec Les Gones - Claude Puel dokonał przed potyczką kilku znaczących zmian w składzie, do którego powrócili Bafetimbi Gomis oraz Sidney Govou. Znajdujący się w fenomenalnej dyspozycji - Lisandro Lopes zasiadł dziś o dziwo na ławce rezerwowych.

Dokładnie o godzinie 20.45 sędzia główny - Franck de Bleeckere rozpoczął dzisiejsze zawody.

W 6. minucie pierwsza składna akcja Dynama. Artem Milevskyy dogrywał piłkę w środek pola karnego do Shevchenki, któremu jednak nie udało się pokonać Llorisa. Po chwili znów zrobiło się groźnie pod bramką Francuzów, a tym razem z dobrej strony pokazał się Yussuf.

W 9. minucie goście mogli rozwiązać worek z bramkami, za sprawą Andriya Shevchenki, który powrócił do Dynama po kilku latach. Ukrainiec skierował piłkę do siatki z bliskiej odległości, po tym jak Ghioane kapitalnie ograł defensorów Lyonu. Sędzia dopatrzył się spalonego i nie uznał gola. Jak pokazały powtórki bramka została zdobyta prawidłowo.

Po nie uznanym golu sytuacja na murawie nieznacznie się ustabilizowała, a drużyna Lyonu odzyskała siły we własne możliwości, co jednak nie przyniosło poważniejszych konsekwencji.

W 18. minucie Shevchenko okiwał 4 piłkarzy Lyonu zagrał do wychodzącego na czystą pozycję Yarmolenki, a ten spudłował z 4 metrów. Jak on mógł nie trafić do bramki z takiej odległości?

W 25. minucie Sidney Govou zostawił za sobą całą linię obrony gości, po czym dograł do niepilnowanego Gomisa, który mierzonym strzałem trafił w poprzeczkę. 0-0. Wielkie słowa uznania należą się właśnie francuskiemu atakującemu, który swojego rajdu dokonał z taką nonszalancją, że wprawiło to w śmiech Claude Puela.

W 37. minucie kolejna akcja potwierdzająca dominację Dynama w dzisiejszym pojedynku. Znów Shevchenko pokazał się z dobrej strony, decydując się na strzał z około 20 metrów. Futbolówka nabrała dziwnej rotacji i wpadła do bramki strzeżonej przez Hugo Llorisa. Lyon - Dynamo 0-1!

Po doliczeniu trzech dodatkowych minut, arbiter zakończył pierwszą część spotkania. Po 15-minutowej przerwie zawodnicy powrócili na boisko, aby rozegrać decydującą o losach spotkania odsłonę gry.

Po wznowieniu gry gospodarze widocznie odzyskali wiarę we własne umiejętności. W 50.minucie potężnie uderzył wprowadzony w przerwie Jeremy Toulalan. Jego strzał kapitalnie wybronił Shovkovskiy. 4 minuty później Lisandro uderzył w okienko, ale świętną paradą popisał się bramkarz reprezentacji Ukrainy. Mimo tych sytuacji, piłkarze z Kijowa nadal kreowali grę, starając się przy tym nie stracić gola.

Pokazom indywidualnych umiejętności nie było końca! To, co wykonał Artem Milevskyy w 64. minucie jest trudne do opisania, Ukrainiec mijał obrońców niczym tyczki, a kiedy znalazł się na 5 metrze - zdecydował się na strzał z bliskiej odległości, świetna interwencja Llorisa!

Dwie minuty później następna okazja. Defensorzy Olympique znów zachowali się niczym ospałe ślimaki. Andriy Shevchenko przemierzył całą długość boiska, by posłać futbolówkę wprost pod nogi Yussufa. Ten popełnił fatalny kiks i uderzył w trybuny.

W 71. minucie boisko opuścił zmęczony Andriy Yarmolenko. Kibice żegnali Ukraińca owacją na stojąco, a przy tym dodawali otuchy Kravetsowi, który zajmował jego miejsce. W 76. minucie ostatniej już zmiany dokonał szkoleniowiec gospodarzy. Ederson zmienił Michela Bastosa.

W 83. minucie spotkania Andriy Shevchenko wykonał rzut wolny z 22 metrów. Posłał piłkę pod skaczącym murem Lyonu. Tylko znakomity refleks Llorisa przeszkodził Ukraińcowi zdobyć bramkę.

Końcowe chwile tej potyczki należały do Dynama, które pewnie zmierzało po pierwsze trzy punkty w Champions League. W ostatniej minucie sędzia nie podyktował rzutu karnego po faulu na Shevchence. Oburzony Andriy obejrzał żółtą kartkę.

Chwilę potem sędzia zakończył dzisiejsze, wspaniałe widowisko. Podopieczni Walerija Gazzajewa pokazali dziś, że są w stanie walczyć z najlepszymi w tegorocznych rozgrywkach. Niekwestionowanym bohaterem spotkania wybrano Andriya Shevchenke, który robił co chciał z obrońcami Lyonu.

Olympique Lyon - Dynamo Kijów 0:1 (0:1)
0:1 Shevchenko 37'


Screeny z tego meczu:
http://img638.imageshack.us/slideshow/webp...31219102093.jpg
http://img94.imageshack.us/slideshow/webpl...31219125987.jpg
http://img535.imageshack.us/slideshow/webp...31219245398.jpg
Seba_maliszewski
Stadio Olimpico zaczarowane!

Słaby mecz Van Persiego na kótrego liczyli kibice Arsenalu

Pierwszy pojedynek w Lidze Mistrzów zespołu Arsena Wengera skończył się pierwszą w tym sezonie porażką. Porażką o tyle dotkliwą, że absolutnie zasłużoną. Kanonierzy nie potrafili dotrzymać kroku rywalom, nie wychodził im praktycznie żaden aspekt gry, co przy uskrzydlonej ostatnimi zwycięstwami AS Romie musiało się zakończyć utratą punktów. Gdyby nie fantastyczna postawa Almuni, klęska byłaby jeszcze bardziej bolesna.

Choć na początku spotkania ataki Romy nie były może przytłaczające, to i tak bardzo szybko zarysowała się przewaga gospodarzy. W ciągu siedmiu pierwszych minut wywalczyli trzy rzuty rożne, wszystkie po akcjach prawym skrzydłem, gdzie kompletnie nie radził sobie Clichy. Poważniejsze zagrożenie pojawiło się po niecałym kwadransie gry, jednak tym razem defensywa Arsenalu poradziła sobie ze strzałem Francesco Tottiego. Jedyną odpowiedzią londyńczyków były dwie sytuacje, po których na uderzenie zdecydował się właśnie nieporadny w obronie Francuz. Nie przestraszyło to Romy, wręcz przeciwnie.

Piłkarze ze Stadio Olimpico nabierali pewności siebie z każdą chwilą, pozwalając sobie na efektowne sztuczki techniczne. W poniżaniu obrony Kanonierów brylowali Taddei na lewej flance oraz Menez na prawej, co zaowocowało bramką w 30. minucie. W fantastyczny sposób Vucinic oszukał Sola Campbella, oddał futbolówkę do niekrytego Taddeiego, a ten dośrodkował w pole karne. Niezdecydowanie Gallasa wykorzystał napastnik Rzymian – Totti. Wyprzedził obrońcę i nie dał szans bramkarzowi. Minutę później atmosfera na murawie się zaostrzyła, kiedy po faulu Riise na Arshavinie De Rossi uciszał Rosjanina zasłaniając mu twarz dłonią, przez co nawiązała się kłótnia. Pewnie prowadzący zawody arbiter całą trójkę ukarał żółtymi kartonikami.

W 41. minucie znów myli się Clichy, tym razem tracąc piłkę na rzecz Brighiego, który zagrał w kierunku Vucinica, lecz snajper fatalnie spudłował. Chwilę później De Rossi zagrał do Taddeiego, jednak jego strzał głową niesamowicie obronił Manuel Almunia.

Na szczęście nadzieję Kanonierów przywróciło trafienie Songa, pod koniec pierwszej odsłony. Kameruńczyk celnie uderzył po złym podaniu Mexesa z rzutu wolnego i wydawało się, że podopieczni Wengera na dłużej przeciwstawią się rywalom i może nawet obejmą prowadzenie.

Przez kilka pierwszych minut drugiej połowy nabrali ochoty do atakowania, gra zaczęła się zazębiać, jednak nie trwało to długo i sytuacja wróciła do "normy" sprzed przerwy. Interweniować próbował jeszcze Arsene, wprowadzając w miejsce totalnie bezproduktywnego Eduardo Walcotta, ale i to niewiele pomogło. W 57. minucie Vucinic nożycami pokonał fantastycznie dziś interweniującego Almunię. Przepiękny gol! 2:1 dla AS Romy!

Na ten cios The Gunners odpowiedzieć nie potrafili. Niedokładność goniła niedokładność, a zawodnicy odpowiedzialni za kreatywność w ofensywie nie mieli dzisiejszego wieczora pomysłu na rozmontowanie obrony Rzymian. Fabregas przegrywał pojedynki jeden na jeden, Eboue, bardzo ambitnie grający prawie jako skrzydłowy, nie zawsze dograł dokładnie, na Clichego lepiej było nie liczyć, a odcięci od podań napastnicy wałęsali się w okolicach pola karnego, albo zabierali się za rozgrywanie. Choć po słabej pierwszej połowie obudził się Van Persie, sytuacji Arsenalu to nie poprawiło. Zespół w takiej rozsypce po prostu nie mógł zaszkodzić gospodarzom.

Emocje pojawiły się jeszcze w 80. minucie, kiedy Fabregas ograł defensorów Sevilli, zagrał mocno wzdłuż linii bramkowej, lecz nim do futbolówki dopadł Diaby, sytuację wyjaśnił obrońca. Ostatni zryw miał miejsce już w doliczonym czasie gry i ponownie jednym z bohaterów był Hiszpan. Po podaniu Arshavina znalazł się w szesnastce Palopa, ale jego uderzenie było bardzo niecelne.

Prognozy sceptyków nie sprawdziły się. Arsenal rozegrał fatalne spotkanie i przegrał z znakomicie grającą Romą. Jeśli londyńczycy myślą o walce w Lidze Mistrzów muszą szybko wziąć się w garść.


AS Roma - Arsenal londyn 2:1 (1:1)
1:0 Totti 30'
1:1 Song 42'
2:1 Vucinic 57'


Screeny z tego meczu:
http://img682.imageshack.us/slideshow/webp...31218463776.jpg
http://img11.imageshack.us/slideshow/webpl...31218491579.jpg
http://img52.imageshack.us/slideshow/webpl...31218563253.jpg
http://img714.imageshack.us/slideshow/webp...1219010383v.jpg


PS. Wolicie więcej zdjęć z meczu (tak jak teraz) czy mniej (składy, statystyki, oceny)?
GooFy
Zdecydowanie więcej zdjęć, samo suche opowiadanie czyta się zupełnie inaczej niż takie ze zdjęciami, trudno jest uchwycić emocje bez zdjęć i do tego zachęcić do czytania bardzo długiego tekstu.
smolarek
Ja wolę drugą opcję. Fajnie by było zobaczyć statystyki,skład itd. Dla mnie było by lepsze,ale jak uważasz.
Seba_maliszewski
Horror w Marsyli!

Fernando Morientes zdobył hattricka

Wielki Horror rozegrał się na Stade Vélodrome. Olympique Marsylia podejmowała Real Madryt. Obejżeliśmy, aż 10 bramek a mecz zakończył się remisem 5:5

Wynik otworzył Cristiano Ronaldo. W siódmej minucie, uderzył z rzutu karnego, posłał piłkę w lewe okienko bramki Marsylczyków. Publiczność nie zdążyła ochłonąć po trafieniu Portugalczyka, a dwie minuty później Morientes wykorzystał świetne podanie Nianga i było 1-1.

Dwie magiczne minuty, po których chwila spokoju w poczynaniach obu ekip. W dwudziestej drugiej minucie meczu akcję gospodarzy faulem przerywa Xabi Alonso. Do piłki podchodzi M'Bia, który postanowia pokazać publice, iż nie tylko Cristiano Ronaldo ma patent na zdobywanie wspaniałych goli ze stałych fragmentów gry. Nie dosięgnął piłki Iker Casillas i gospodarze prowadzili jedną bramką.

Po tym golu tak naprawdę zaczęły się prawdziwe emocje. Rozochoceni gospodarze ruszali się żwawiej, a Los Blancos chcieli udowodnić, że gol dający prowadzenie był wypadkiem przy ich pracy, nie zaś jakąkolwiek oznaką przewagi Marsyli. Próbował Van der Vaart, próbował Kaka, próbował dwukrotnie Cristiano Ronaldo. W trzydziestej ósmej minucie Karim Benzema zagrał 20-metrowe podanie do Raula, a ten zdobył bramkę wyrównującą. 2-2

Tuż przed końcowym gwizdkiem pierwszej połowy znakomitą sytuację miał Benzema. Kaka okiwał 4 obrońców i zagrał do francuza który mierzonym strzałem po długim rogu pokonał bramkarza. Real schodził na przerwę przy prowadzeniu 3-2.

Początkowe minuty drugiej części to okres wyrównanej, acz chaotycznej gry. Piłkarze trenera Deschampsa wedle zapowiedzi grali odważnie, lecz odwaga w poczynaniach z Realem Madryt czasem ma wysoką cenę i zawodnikom w białych koszulkach przyszło takową zapłacić ponownie już na początku drugiej połowy - w pięćdziesiątej pierwszej minucie prostopadłe podanie na skrzydle od Marcelo otrzymał Karim Benzema, a ten dośrodkował idealnie w tempo, po ziemii do Van der Vaarta, który nie zwykł takich prezentów marnować i zrobiło się 4:2.

W sześćdziesiątej ósmej minucie gry mieliśmy już 5:2. Brazylijczyk Kaka mijał jak pachołki kolejnych obrońców gospodarzy. Kiedy był już pod bramką podał do wprowadzengo wcześniej Gonzalo Higuaina a ten dołożył nogę i zdobył bramkę.

Gdyby Real Madryt grał w tym dniu z innym zespołem, pewnie byłoby po wszystkim. Ale Marsylia, zepchnięta do narożnika, niemiłosiernie obijana, zdołała po raz trzeci zdobyć, po koronkowej akcji, bramkę kontaktową. Kabore zagrał do Nianga. Napastnik przebiegł 15 metrów i uderzył z 25 metrów nie do obrony. W tym momencie było 5-3.

W 74 minucie Niang miał swoją stuprocentową okazję , ale z tego starcia zwycięsko wyszedł golkiper gości, Casillas, jednak przy dobitce Fernando Morientesa nie nie miał szans. 5-4.

Ale to nie był koniec wrażeń - w osiemdziesiątej trzeciej minucie Fernando Morientes uderzył głową i pokonał Ikera, tym samym kompletując hattricka. Niesamowite. Marsylia odrobiła 3 bramki. 5-5!

Znakomity mecz rozegrał były piłkarz Realu Madryt Fernando Morientes. Zdobył 3 bramki, podawał, wrzucał, grał za cały zespół. Gdyby nie on ekipa Didier Deschampsa nie odrobiłaby tych strat.

Olympique Marsylia - Real Madryt 5:5 (2:3)
0:1 C.Ronaldo 7'
1:1 Morientes 9'
2:1 M'Bia 22'
2:2 Raul 38'
2:3 Benzema 45'
2:4 Van der Vaart 51'
2:5 Higuain 68'
3:5 Niang 72'
4:5 Morientes 74'
5:5 Morientes 83'



Screeny z tego meczu:
http://img44.imageshack.us/slideshow/webpl...31308371463.jpg




Niemiecko-Belgijski pojedynek na remis

Wolfsburg zaczął ten mecz bez Edina Dzeko

Spotkanie Wolfsburgu z Anderlechtem Bruksela było kreowane jako pojedynek Dawida z Goliatem. Beldzy średnio radzą sobie w lidze, mają dużo niższy budżet, nie posiadają takich graczy jak Edin Dzeko, jednak rzucili na europejski puchary wszystkie swoje siły kosztem rozgrywek Jupiler Ligue. Wilki nie tak dawno zdobyły mistrzostwo Niemiec, więc ciężko stawiać zwycięstwo na zespół Ariela Jacobsa.

Początek spotkania nie obfitował w sytuacje podbramkowe. Wolfsburg wymieniał dziesiątki podań, a gracze z Brukseli, ewidentnie zmotywowani renomą rywala swoją walecznością starali wypracować sobie handicap. Zadziorność gości przyniosłaby efekty w 25. minucie. Lukaku wystawił piłkę Brazylijczykowi Kanu, a ten uderzył obok słupka. Po tej akcji, zespoły na moment ucichły

Wolfsburg zerwał się do ataku dopiero pod koniec pierwszej połowy, jednak to Anderlceht stworzył kolejną okazję do zdobycia bramki. Tym razem jednak Lukaku nie zachował wystarczająco dużo zimnej krwi by pokonać Andre Lenza. Kibice nie musieli długo czekać na odpowiedź Wilków, Grafite w 40. minucie był bliski szczęścia, ale po ładnym uderzeniu piłka nie znalazła się w bramce i Brazylijczyk musiał obejść się smakiem. Jeszcze przed przerwą okazję zmarnował Marecek i wynik 0-0 utrzymał się do końca pierwszej części gry.

Wolfsburg od razu po wznowieniu pojedynku rzucił się do gardeł belgijskim rywalom i długo nie musieliśmy czekać na efekty. 57. minuta i gol Obafemiego Martinsa. Dla Nigeryjczyka było to dość ważne trafienie z psychologicznego punktu widzenia, gdyż dopiero niedawno przerwał czarną serię bez bramki. Armin Veh widząc szansę na zwycięstwo postanowił wprowadzić Edina Dzeko. Zastąpił on niefrasobliwego Grafite. Nie pomogło to za wiele, gdyż znów na stadionie pojawiło się wszechogarniające uczucie nudy, po tym jak mecz się wyrównał. Kolejną dobrą okazję do trafienia miał w 68. minucie Romelu Lukaku. Wykorzystał on świetne podanie Marecka i zdobył wyrównującego gola. 1:1.

Po tym golu mecz znowu stał się nudny. Przeważały niecelne podania i straty piłki. Wielu kibiców uzna ten mecz za taki, który mógłby się nigdy nie odbyć. Miejmy nadzieję, że w kolejnych spotkaniach obie ekipy będą grać lepiej.

VFL Wolfsburg - Anderlecht Bruksela 1:1 (0:0)
1:0 Martins 57'
1:1 Lukaku 68'



Screeny z tego meczu:
http://img638.imageshack.us/slideshow/webp...31309021738.jpg
To jest wersja lo-fi głównej zawartości. Aby zobaczyć pełną wersję z większą zawartością, obrazkami i formatowaniem proszę kliknij tutaj.
Invision Power Board © 2001-2026 Invision Power Services, Inc.